Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu

wtorek, 13 sierpnia 2019

Spacer po ogrodzie

Witam Was cieplutko!
Obiecałam ostatnio spacer po ogrodzie więc serdecznie zapraszam.
Niestety nie bardzo mam się czym pochwalić. Mało co kwitnie i w zasadzie niczego nowego już nie oczekuję. Mam wrażenie, że sezon letni dobiega końca a przecież nie mamy jeszcze połowy sierpnia.
Tu, na południu wciąż mamy gorąco a susza bardzo roślinom doskwiera. Ostatnio nawet trochę pada ale ziemia jest tak sucha, że już godzinę później po deszczu nie ma śladu. Wczoraj też mieliśmy alert pogodowy, straszyli gradem. Dotychczas gradobicia szczęśliwie nas omijały ale w czasie ostatniej burzy wyładowanie poszło po drutach i spaliło nam router. Tylko jeden trzask :) Nie zdążyłam zareagować bo burza była jeszcze daleko a jednak.
Zawsze wiem, kiedy będzie padać :) Najpierw słychać jazgot ptaków, nadlatują całe gromady i siadają na drutach.
Potem zapada cisza. Potrafią tak siedzieć bardzo długo. Zabawna sprawa - wszystkie siedzą odwrócone w jedną stronę, w tą z której napływają chmury.
Czasem zrywają się, zataczają krąg i znów wracają w poprzednie miejsce.
To sygnał, że trzeba wyjść i pochować co nieco - tak na wszelki wypadek.
Dużo ostatnio pracuję w ogrodzie. Ogród powoli się starzeje i najwyższy czas zająć się niektórymi roślinami. Przy okazji spaceru pokażę Wam kilka takich "renowacji".
Zaczniemy od skarpy przy tarasie. Jeśli pamiętacie, główną ozdobą skarp po obu stronach schodów są cztery tawuły szare odmiany Grefsheim. Posadziłam je tu w kwietniu 2009 roku więc mają już ponad 10 lat. Osiągnęły rozmiary około 2 metrów wysokości i średnicy. Przycinałam je lekko co roku ale tylko w celu utrzymania ładnego kształtu. Jeszcze wiosną tego roku wyglądały tak:
Kwitnienie to tylko piękna chwila ale w takim widocznym miejscu krzewy muszą wyglądać efektownie przez cały sezon. Wcześniej tak było, przewieszające się fontannowo gałązki były zieleniutkie. Nie sposób jednak usuwać po każdym kwitnieniu tak licznych kwiatostanów. Młode gałązki wyrastają na końcach starszych a wnętrze krzewu powoli się starzeje, wypełniają go suche kwiatostany z ubiegłych lat. Długo zwlekałam z radykalnym cięciem ale w tym roku susza i palące słońce sprawiły, że postanowiłam to zrobić. Bolało, a jakże :))) Zawsze cierpię w takich sytuacjach ale w ten sposób uratowałam już nie jedną roślinę w ogrodzie. Tawuły ścięłam jakieś dwa tygodnie temu, równo z powierzchnią tarasu - zostały końcówki grubych, zdrewniałych gałęzi. Przez pierwsze dni podglądaliśmy z mężem trochę zaniepokojeni czy krzewy odbijają. Odbiły! Dziś wyglądają tak:
Jestem już spokojna i pewna, że wkrótce znów będę tu miała śliczne tawuły.
Poniżej tawuł szarych rosną inne tawuły - Golden Princess. Przycinam je zawsze po przekwitnięciu i znów wypuszczają mnóstwo młodych listków, tak jak teraz.
Lubię patrzeć na ogród z tarasu. Jest dość wysoki więc mam ładny widok na pobliskie rabatki :)
Z lewej strony widzimy rabatkę różaną. Niedawno ubolewałam nad pustymi gazonami bo musiałam wyciąć spalone słońcem paprocie. Spójrzcie jakie śliczne odrosły - wyglądają tak samo jak wiosną.
Różyczki zrobiły sobie przerwę w kwitnieniu i mają w tej chwili tylko pojedyncze kwiaty.
Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec kwitnienia. Na brzegach rabatki, tam gdzie teraz jest płotek rosły sobie jeszcze niedawno łany goździków. Pięknie to wyglądało  ale miałam zbyt wiele pracy z przycinaniem i z myślą o przyszłości postanowiłam je usunąć. Dzięki płotkom nie muszę ciągle wybierać kory ze żwirku :) Wzdłuż płotków nasiałam mnóstwo kwiatów jednorocznych. Niestety susza zrobiła swoje. Wiele nasion wogóle nie wykiełkowało a te, które wzeszły też nie wyglądają zbyt okazale. Honor uratowały niezłomne aksamitki.
Bardzo się cieszyłam na kwiaty godecji, to prześliczna roślina. No i kwitnie, kępki są niewielkie ale i to cieszy.
Mam tu też kilka miniaturowych papryczek,
i koleusy, które nie bardzo chcą się rozrastać.
Wyrósł też uroczy słoneczniczek niewiadomego pochodzenia. Podejrzewam, że to prezent od ptaszków które bardzo bałaganią w korze - tak na przeprosiny :)
Z prawej strony znajduje się podobna rabatka ale rosną na niej azalie.
Za rabatką widać wejście do altanki. Altanka bardzo zarosła. W trzech rogach panoszą się hortensje pnące a na nich ostatnie kwiatuszki.
Dach szczelnie porastają miliny. Wciąż jeszcze kwitną ale tylko czerwone, żółtych kwiatów w tym roku jak dotąd nie było.
A w czwartym roku actinidia, która zaowocowała ....winogronami :)
Wstyd się przyznać ale winogronowe pędy zauważyłam dopiero wtedy, gdy pojawiły się owoce. Nie mam pojęcia jak to się mogło stać, winogrona mamy w całkiem innej części ogrodu. Nie powiem, spodobał mi się ten duet i chyba tak zostawię.
Na ślimaku wyróżnia się teraz pięknie czerwony berberys i wszędobylskie, białe wilczomlecze które same się powysiewały po całym ogrodzie. Lawendę już przycięłam, szkoda że już nie rozsiewa swojego zapachu.
Po raz drugi w tym sezonie przycięłam trzmielinkowe obwódki i bukszpany po drugiej stronie ścieżki.
Usunęłam też przekwitnięte kwiatostany białych rozchodników wzdłuż obwódek, teraz znów są czerwone i ładnie kontrastują z żółciutką trzmieliną.
Na wprost, za zakrętem widać rabatę z miskantami rosnącymi po obu stronach wiśni japońskiej.
Miskanty są znacznie mniejsze niż zazwyczaj. Jeszcze pewnie podrosną ale nie jestem pewna czy zakwitną tak spektakularnie jak w innych latach.
Obok, na cypelku rozrasta się Zebrina, wygląda dość dobrze - to już stara, wielka kępa uroczej trawy.
Skręcamy w prawo i przechodzimy obok okrągłej rabatki z Limonką.
Tu udało mi się wyregulować obwódkę z bukszpanów i zrobić trochę więcej miejsca dla rozrastających się żurawek. Limonka ładnie się zagęściła ale wytworzyła bardzo skromne kwiatostany.
Dalej miałam jeszcze więcej cięcia.
Po prawej stronie musiałam przyciąć młode bukszpany i wielki krzew biało - zielonej trzmieliny.
Kwitną tu wciąż gailardie.
Po drugiej stronie ścieżki też było mnóstwo cięcia. Najpierw szpaler tawuł:
Potem dereniowe trio :) Derenie rosną bardzo szybko więc jedno cięcie w sezonie to mało by zachować taką formę.
Nie przycięłam kosodrzewiny za dereniami. Już czas zacząć formowanie bo robi się ciasno ale nie bardzo wiem jak się za to zabrać.
Potem przycięłam kolejny, ogromny bukszpan. Przy tak dużych okazach cięcie jest bardzo istotne bo zbyt długie gałązki powodują, że krzew zaczyna się rozwarstwiać.
Paprocie na paprociowisku w tym roku poległy, nie poradziły sobie z palącym słońcem. Przykro było mi patrzeć na późnojesienną rabatę z brązowymi pióropuszami więc je ścięłam.
Paprotki jednak się nie poddały, za jakieś dwa tygodnie będzie tu znów zielono :)
Przy okazji podregulowałam nieco rosnące tu krzewy - biały bez, żółtą pęcherznicę i wielki, stary dereń.
Za dereniem rośnie jeszcze czerwona pęcherznica a przed nią Anabelka.
Obok Anabelki pigwowiec z dojrzewającymi owocami.
Pokazałam Wam dziś tylko niektóre fragmenty prawej części ogrodu, ciąg dalszy spaceru już wkrótce bo i tak post wyszedł mi bardzo długi:)
Trudno się tu u nas nudzić a sekator to u mnie podstawowe narzędzie pracy. Czasem pomagam sobie taką małą przycinarką na baterie ale nie wszędzie się sprawdza.
Pracę w ogrodzie trzeba po prostu kochać bo inaczej zakładanie takiego ogrodu nie ma sensu.
Na koniec mała zajaweczka z lewej części ogrodu :)))
Pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło!


czwartek, 8 sierpnia 2019

MrGreen - czwarte zasilanie warzyw

Witam serdecznie.
To już ostatnie w tym sezonie zasilanie warzyw nawozami mikrobiologicznymi MrGreen.
Założyłam, że we wrześniu nie będzie już co zasilać :) W tym roku wszystko wegetuje szybciej więc i większość zbiorów już za nami. Nie był to zbyt obfity sezon, przynajmniej w porównaniu z rokiem ubiegłym. Najpierw zimny maj a potem upały i długotrwała susza. I nie tylko u mnie plony są mniejsze, widać to choćby po cenach warzyw i owoców.
Nie narzekam jednak, skrzętnie zagospodarowuję to co dała natura - dla nas zapasy są wystarczające.
Zacznijmy od szklarni.

Jakby na przekór wszystkim innym uprawom od wielu lat nie mieliśmy tak udanych i obfitych zbiorów pomidorów. Po części jest to również zasługa nawozów MrGreen. Po części, bo preparatami zasilałam tylko sadzonki po lewej stronie ścieżki. Rośnie tu odmiana szklarniowa Remiz.

To dobra odmiana, rodzi smaczne i średniej wielkości owoce.

Sadzonki zasilane preparatami MrGreen owocują już na 5 poziomie, pozostałe na czwartym. Wszystkie sadzonki są już oczywiście ogłowione. Jak widać na zdjęciach liście wciąż są zdrowe i zielone a owoce bez plam. Codziennie zbieram w szklarni sporą miskę dojrzałych pomidorków.

Te średniej wielkości to właśnie Remiz, największe to odmiana Baron (z prawej części) a malutkie to oczywiście pomidorki koktajlowe. Mamy w tym roku dwie odmiany: Maskotkę i Malinowy kapturek. W tym ostatnich rozsmakowałam się bardzo, są wyjątkowo delikatne w smaku i przepyszne i owocują bardzo licznie.

W warzywniku sytuacja jest nieco gorsza :))) Trochę się tu pusto zrobiło bo zajadamy warzywka na bieżąco a i przetworów trochę udało mi się zrobić. W puste miejsca wysiałam koper - pierwszy padł to może teraz coś jeszcze wyrośnie :)

Analizujmy jednak po kolei. Po pierwsze pietruszka naciowa.

Zieleninki wyrosło sporo. Pierwszy od dołu rządek ścięłam do mrożenia tydzień temu i jak widać już odrasta. Przypomnę tylko, że zasilam lewą stronę grządki - wciąż widać różnicę, oczywiście na korzyść części zasilanej.
Dalej mamy buraczki.

Botwinkę ścinałam już dwukrotnie, oczywiście na zupkę. Buraczki też wielokrotnie były "przerywane" bo najlepsze są takie młodziutkie, choć jeszcze drobne. Część nadziemna lepiej wygląda po stronie zasilanej, liście nie mają jeszcze plam.
I na końcu grządki marchewka.

Marniutka nad ziemią i drobna pod ziemią. Marchewka nigdy nam się nie udawała ale choć drobna to słodziutka i pachnąca.
Kolejna grządka to ogórki.

Jak widać to już początek końca, liście zaczynają źółknąć. W tym sezonie szału nie ma ale trochę weków zrobiłam i trochę sałatek, o mizerii nie wspomnę :) Ogórki wciąż kwitną a małych ogóreczków jest całe mnóstwo więc trochę się jeszcze zbierze. W tej plątaninie trudno coś dojrzeć więc musicie mi wierzyć na słowo - zasilane sadzonki mają dwa razy dłuższe pędy i wytworzyły co najmniej dwa razy więcej owoców od pozostałych.
I ostatnia grządka:

W pustym miejscu rosła szparagówka. Skończyła już owocowanie więc ją usunęłam. Fasolki było mnóstwo, aż mi żal że już się skończyła i zastanawiam się czy warto spróbować jeszcze raz? Przy sprzyjającej pogodzie mogłoby się udać :) Zasilane krzewiki dały o wiele większe plony.
Na brzegu rabaty, przy tyczkach rośnie jeszcze fasolnik. Trochę słabo w tym roku rośnie, może tylko dzięki preparatom? Górne części pędów jeszcze kwitną a na dolnych już wiszą długaśne strąki.

Na konsumpcję trzeba jeszcze trochę poczekać.
Ostatnią porcję nawozu podzieliłam pomiędzy pomidory, pietruszkę, buraczki, marchewkę, ogórki i fasolnik. Działanie preparatów MrGreen jest bezdyskusyjne i widoczne na wszystkich zasilanych roślinach. Rosną szybciej, są silniejsze, zdrowsze i znacznie lepiej owocują.
To było ciekawe doświadczenie i z czystym sumieniem mogę te preparaty polecić.
Kupon na rabat w zakupach (w prawej, górnej części bloga) wciąż jest aktualny!

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam na kolejny post - zajrzymy co słychać w ogrodzie :)
Serdecznie pozdrawiam.