Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu

niedziela, 3 września 2017

Krople na wagę złota

Witajcie kochani.
Ponura i zimna dziś niedziela. Deszczowe chmury wiszą nad nami od piątkowego wieczoru. Nie pada zbyt obficie, raczej mży ale w nocy spadło sporo deszczu. Cały sierpień był tu suchy i dość gorący więc każda kropla jest teraz na wagę złota. Ziemia chłonie wodę łapczywie a wśród roślin wyraźnie widać ożywienie. Wolałabym pewnie wypić popołudniową kawkę na słoneczku ale nie można mieć wszystkiego. Korzystając z przerwy w opadach wyszłam na mały spacer, oczywiście z aparatem żeby uwiecznić początek września w ogrodzie. Dawno już nie było u nas tak smutnego września, mało co kwitnie. Mimo to za sprawą zbliżającej się jesieni przybywa kolorów, głównie czerwieni.
Mam nadzieję, że wrzesień przyniesie nam jeszcze sporo ciepłych i pogodnych dni.
Macie ochotę na spacerek? To zapraszam.
Na ganeczku, tuż przed wejściem do domu wciąż kwitną pelargonie.
Tuż obok datury z kwiatami pokrytymi kroplami deszczu.
To datury jednoroczne z nasion. Ozdobnie wyglądają też ich owoce przypominające kasztany.
Rośliny przed domem są nadal w dobrej kondycji, to północna strona ogrodu i jest tu sporo cienia. Hosty wciąż jeszcze są zieleniutkie, te z drugiej strony ogrodu niestety przypaliło słoneczko i wyglądają marnie.
Azalie japońskie powoli czerwienieją.
Jednak najpiękniejszą ozdobą tej części ogrodu jest krzew trzmieliny oskrzydlonej. Jesienna czerwień jej listków jest tak intensywna, że aż wygląda nienaturalnie. Wkrótce cały krzew "zapłonie".
Tuż obok trzmieliny kwitnie żółty pięciornik.
Altanka wciąż jeszcze jest mocno porośnięta. Miliny jeszcze kwitną ale kwiaty gęsto opadają. Spadają też ogromne liście kokornaku.
Paprocie w gazonach były tak spalone słońcem, że musiałam je wyciąć. Po deszczu jednak szybko odrastają.
Niewątpliwą ozdobą w tym okresie są trawy. Rozplenice mają coraz więcej ozdobnych pióropuszy.
Zebrina zachwyca paskowanymi źdźbłami.
Najbardziej lubię jednak miskanty z delikatnymi parasolkami, które zmieniają kolory i robią się coraz bardziej czerwone.
Berberysy wyglądają jakby ktoś pomalował ich listki w misterne wzorki.
Dojrzewają owoce na pigwowcach.
Trochę mnie zdziwiły kwiaty na młodych gałązkach.
A to moja najnowsza rabatka, zrobiłam ją w piątek. Właściwie to tylko nieco przebudowałam. W środeczku rośnie hortensja Limonka. Wokół niej były dotąd jeżówki ale bardzo się tu panoszyły i zagłuszały wszystko. Młode bukszpaniki po obwodzie ładnie już podrosły więc postanowiłam je wyeksponować. Wokół samej hortensji wsadziłam kilka sadzonek żółtej trzmielinki a w miejsce jeżówek przeniosłam żurawki. Powierzchnię rabatki wykorowałam, łatwiej będzie utrzymać wilgoć.
Teraz wygląda tak:
Zatrzymałam się dłużej przy sośnie himalajskiej. Na jej igłach zawisły krople deszczu jak małe brylanciki - cóż to za widok!
Chciałam jeszcze zrobić zdjęcia hibiskusa, który pięknie obsypał się fioletowymi kwiatami ale zaczęło mocno padać i musiałam zmykać. Po drodze pstryknęłam ostatnie zdjęcie:
Przyjechało drewno do kominka, czyli .... jesień za pasem.
Cieplutko Was pozdrawiam!

piątek, 18 sierpnia 2017

Totalna porażka

Witam Was serdecznie.
Wciąż u nas gorąco, bardzo gorąco. Słońce dosłownie parzy skórę a susza sięga zenitu. Niestety podlewanie niewiele pomaga. Co prawda padało ubiegłej nocy ale w wysuszoną ziemię woda wsiąka jak w gąbkę. Wiem, że w wielu częściach kraju ludzie narzekają na nadmiar deszczu i marzą o słońcu, u nas jest odwrotnie. Urlop mi się powoli kończy i niestety planu ogrodowego nie wykonałam. Pracuję trochę wczesnym rankiem i wieczorem, gdy słońce sięga horyzontu. Dużo ostatnio myślę nad zmianami w ogrodzie. Ekstremalne warunki pogodowe skutecznie zweryfikowały moje podejście do ogrodowych spraw. Ten rok to totalna porażka. Najpierw ostra zima, której wiele roślin nie przeżyło, teraz temperatury do których nasze rośliny też nie są przyzwyczajone. Klimat umiarkowany stał się tylko hasłem. Utrzymanie ogrodu w odpowiedniej kondycji jest dla mnie praktycznie niemożliwe. Nie potrafię pracować na słońcu gdy temperatury przekraczają 30 kresek.
Niektóre zakątki ogrodu wyglądają tak:
Paprocie już wycięłam. O nie jednak się nie martwię, zawsze odrastają.
Przez całe lato obserwuję swoje rośliny i to jak sobie radzą z upałem. Te starsze, mocno ukorzenione mają możliwość czerpania wody z niższych warstw. Te, które ukorzeniają się płytko poległy. Ziemia u nas jest mocno piaszczysta czyli przepuszczalna - woda nie zatrzymuje się przy powierzchni. To samo dotyczy kwiatów jednorocznych. Postanowiłam z tych roślin zrezygnować.
Boli bo przez wiele lat ogród pełen był najprzeróżniejszych kwiatów. Uparcie walczyłam o róże i azalie bo to jedne z moich ulubionych kwiatów. Róże zniszczyła zima. Niektóre odbiły od korzenia ale przez upały wciąż wyglądają marniutko. Tak samo stało się z azaliami i różanecznikami. Najpierw chcieliśmy dokupić nowe sadzonki ale gdy słońce przypaliło kolejne azaliowe krzewy zrezygnowałam. Nie mam siły dłużej walczyć z naturą. Tak więc teraz ogród będzie inny, bardziej zachowawczy i bardziej zielony. Myślę jednak, że aż tak smutno nie będzie. Jest sporo kwitnących krzewów, są piwonie i hortensje. Jest też mnóstwo kwitnących bylin. Postanowiłam, przespałam się z tą myślą i zaczynam się przyzwyczajać. Teraz wydaje mi się to logiczne i mądre rozwiązanie. Nie wiem co będzie gdy nadejdzie kolejna wiosna i rozbudzi nowe marzenia ale mam nadzieję, że rozsądek zwycięży. Ciekawa jestem czy Wy też macie takie dylematy?
Koniec smęcenia. Nie będę Was zanudzać zdjęciami przypalonych roślin bo nie cały ogród tak wygląda. Są miejsca i rośliny, które niewątpliwie lubią słońce - nawet to gorące.
Miliny szaleją!
Kompletnie zarosły altankę. W ich kielichach biesiaduje cała masa owadów dając nieustający koncert.
Jedna z zamierających róż jakimś kosmicznym wysiłkiem wydała kwiat.
Jeżówki nieco podsuszone ale jeszcze nie odpuszczają.
Gailardiom upały najwyraźniej nie przeszkadzają.
Różowa Anabelka zmienia kolory.
Biała pobija rekord wysokości i wielkości kwiatów.
Najwyraźniej zaprzyjaźniła się z czerwoną pęcherznicą i próbuje jej dorównać.
Otwierają się pierwsze kwiaty hibiskusa.
Bielą się wilczomlecze.
A poza tym jest zielono, zielono, zielono...no, może trochę żółto.
Miłego weekendu kochani!


sobota, 29 lipca 2017

Radość o poranku

Witam Was kochani bardzo ciepło.
Lubię letnie, sobotnie poranki. Budzi mnie słoneczko i śpiew ptaków a nie budzik. Staję w oknie sypialni i patrzę na ogród robiąc plany na cały dzień. Dziś mój wzrok zatrzymał się na altance porośniętej milinami. Przybywa coraz więcej kwiatów. Na razie kwitną te czerwone, żółte są nieco późniejsze. Postanowiłam zacząć dziś dzień od małej sesji w ogrodzie, nie robiłam zdjęć już ponad dwa tygodnie.
O poranku na kwiatach milinów aż wrze od owadów. Pszczoły, osy, żuczki a nawet biedronki przylatują tu na śniadanie - aż strach podchodzić zbyt blisko. Na szczęście później robi się spokojniej.
Wejście do altanki mocno zarosło ale miliny kwitną na końcówkach długich pędów więc teraz szkoda ciąć.
Inna biesiada trwa na rabacie z jeżówkami. Tu zebrały się motyle, prawdziwa uczta dla oczu.
Trochę marny ze mnie fotograf. Dzisiejsze zdjęcia nie wyszły mi zbyt dobrze ale to przez ostre słońce, które dokazywało od samego rana.
Znów jest upalnie. Przez kilka ostatnich dni było wspaniale, temperatura około 24 stopni i od czasu do czasu deszczyk. Dziś już jednak słupek rtęci poszedł znacznie do góry i zrobiło się bardzo gorąco. Nie mogę narzekać bo w wielu regionach to był trudny okres. Burze, deszcze i wiatry narobiły wiele szkód. Nas oszczędziło.
Idziemy dalej?
Już z daleka wzrok przyciągają wilczomlecze obrzeżone. Ich ozdobą są właściwie nie kwiaty a ozdobne liście okalające drobne, białe kwiatki.
To roślina jednoroczna ale intensywnie się rozsiewa więc jeśli raz wprowadzimy ją do ogrodu będzie nam towarzyszyć przez wszystkie kolejne lata. Każdej wiosny przy plewieniu usuwam niezliczoną ilość siewek zostawiając je tylko w niektórych miejscach.
Te na zdjęciu rozrosły się na brzegu sporej rabatki, o której opowiem Wam dziś troszkę więcej.
Od zeszłego roku pracowałam nad jej przebudową. To była piękna rabata. Jak widać na ostatnim zdjęciu wzdłuż brzegu rabaty nasadziłam młode bukszpany które zrobiłam oczywiście z gałązek. Z czasem rozrosną się na piękne kule. Dawniej, wzdłuż tego brzegu rósł szeroki szpaler firletek.
W okresie kwitnienia firletek płynęła tu prawdziwa różowa rzeka. Przyznam się Wam, że bardzo mi żal tego widoku. Nikt jednak nie wie ile pracy kosztowało mnie utrzymanie tego szpaleru. Po przekwitnięciu kwiatów spędzałam tu kilka dni usuwając kosmiczne ilości długich, lepkich kwiatostanów. Rozsądek w końcu zwyciężył choć nie od razu. Decyzję przyspieszył fakt, że pomiędzy firletki wdarł się perz. Nie mogłam sobie już poradzić z jego usuwaniem, jedynym wyjściem było wykopanie wszystkich roślin i dokładne oczyszczenie ziemi. Muszę myśleć też o przyszłości, o tym że mijają kolejne lata a ja jestem coraz starsza. Po prostu nie dam rady utrzymać tak dużego ogrodu w odpowiedniej kondycji. Dlatego systematycznie wprowadzam zmiany, które zmniejszą ilość pracy. Firletki rosną nadal w naszym ogrodzie ale nie w takiej ilości.
Na tej rabacie rośnie też dość duży krzew biało zielonej trzmieliny. Jak widać na zdjęciu wyglądał bardzo chaotycznie.
Główne, mocno zdrewniałe łodygi pochyliły się mocno w jedną stronę i krzew wyglądał jakby miał się przewrócić. Po dwóch latach systematycznego podcinania udało mi się uzyskać taką formę:
Lepiej wygląda, prawda?
Poprzednie zdjęcia są z 2015 roku. Jak możecie zauważyć usunęłam też ogromny "placek" goździków który rósł przy trzmielinie. Tu też wdarł się perz. Ale goździków mam w ogrodzie kosmiczne ilości więc tego mi nie żal. Rabatka jest wyczyszczona, wyłożona agrowłókniną i wykorowana, na jakiś czas będzie spokój z odchwaszczaniem. Drugi brzeg tej rabaty opanowały gailardie i tego nie zmieniałam.
Po drugiej stronie trzmieliny rośnie młodziutka kępa czerwonych floksów.
A dalej nasza nietypowa, zrobiona z niepotrzebnych płotków pergola z powojnikami.
Ku mojej radości pergola powoli się zapełnia. Nasze powojniki źle zniosły ostatnią zimę. Przeżył tylko "Błękitny anioł" ale musiałam go wyciąć do samej ziemi. Wiosną dosadziłam dwa kolejne i cieszę się, że kwiatów przybywa. Jakoś nie mam szczęścia do powojników. Błękitny zrobił się biały, dosadzony biały ma niebiesko fioletowy odcień a dosadzony bordowy ma dopiero jeden i to ciemno niebieski kwiat.
Pozostaje mi polubić je takie, jakie są.
Rabatkę zamyka moja ulubiona, różowa Anabelka.
Kolejne zakątki odwiedzimy następnym razem.
Miłej niedzieli kochani!