Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu

wtorek, 4 stycznia 2022

Noworoczny spacer

 


Witam Was serdecznie w Nowym, 2022 roku!

Nie pisałam ponad dwa miesiące, jakoś tak wyszło:) Nie zrobiłam też zdjęć zaśnieżonego ogrodu ale może jeszcze będzie okazja. Nowy rok powitał nas deszczem i dość wysokimi jak na styczeń temperaturami. Tak jest do dziś, temperatura w ciągu dnia balansuje w okolicy +10 stopni. Czasami wychodzi też słoneczko i w takich chwilach ma się wrażenie, że to już początek wiosny:) Mylne to wrażenie bo nadchodzi kolejna mroźna fala ale tak czy inaczej do wiosny coraz bliżej. Spacerując po ogrodzie miałam wielką ochotę złapać za sekator, brakuje mi tego ogromnie. Większych strat nie zauważyłam, rośliny wyglądają dobrze. Trochę bałaganu w korze zrobiły ptaszęta i sporo liści nawiało, chyba od sąsiadów bo nasze były pięknie wysprzątane jesienią. Nawet trawy ozdobne się nie pokładły, stoją na baczność i szumią na wietrze.

Trawniczek przed domem na prawdę wygląda nieźle. Wielkie choinki jesienią pozbawiliśmy dolnych pięter i teraz wygląda to o wiele lepiej. Na jednej z nich mamy zawieszone "całoroczne" światełka więc w święta jest tu uroczo.

Jest tu też moje ogrodowe bonsai z cyprysika, formuję go już ponad 10 lat.
Krótko przycięłam też iglaczki wzdłuż chodnika. Co roku podnoszę ich korony odrobinę wyżej bo jak może pamiętacie w sezonie królują tu hosty a ich kępy są coraz większe. 
W głębi widać żywopłot z berberysów, na gałązkach wciąż pełno owoców.
A pośrodku rabaty młoda rajska jabłonka.
Przed szklarnią golusieńka trzmielina oskrzydlona z nielicznymi już owocami. Widać teraz dokładnie charakterystyczne skrzydełka na gałązkach.
Po drodze zajrzałam do szklarni. Mamy tu zimową przechowalnię, głównie dla azalii japońskich. Wstawiłam też zakupioną w ubiegłym roku lawendę francuską i donicę z truskawkami. Dodatkowym zabezpieczeniem dla roślin jest styropian na podłożu i bokach szklarni.
Truskawka wciąż próbuje kwitnąć:)
Kocham zimozielone rośliny, dzięki nim nawet w styczniu mamy takie widoki jak ta barwinkowa skarpa wzdłuż domu,
albo inne ścieżki w ogrodzie.
Na różanych rabatkach też zaszły zmiany, jesienią posadziliśmy wiele nowych sadzonek róż.
Napiszę o nich więcej jak tylko będzie można coś pokazać, na razie śpią zabezpieczone i otulone.

A teraz altanka, wygląda zabawnie prawda?
Na hortensji pnącej zachowało się mnóstwo kwiatów!
Ścianki to urocza plątanina milinowych pędów.
No a ta śmieszna czupryna to także miliny - przyrosty z zeszłego sezonu. Wszystkie są do wycięcia wiosną i tak co roku:)
Rabata, którą nazywam "ślimakiem" - widoczny kolejny berberys i lawenda. Tu też zaszły zmiany. Wykopałam starą kępę orlików a w jej miejscu zamieszkała kolejna róża, dość wysoki krzew o pokroju fontannowym. Może się zadomowi:) Wykopałam też 40 bukszpanów tworzących szpaler po wewnętrznej stronie trzmielinowych obwódek. Bolało bardzo ale ćma wygrała...

Trawy ozdobne koniecznie muszą być - są cudne, blado szare i rozczochrane. Rozplenice japońskie tworzą wyjątkowo zgrabne "kopuły".


W głębi Zebrina a po lewo miskanty.


I najbardziej zakręcona roślina w naszym ogrodzie leszczyna Contorta obsypana kotkami.
Poniżej najbardziej kolorowy o tej porze roku zakątek. Mamy tu jasną zieleń kosodrzewiny i świerków Conica, złoty odcień cyprysika groszkowego, czerwone gałązki derenia białego i ciemną zieleń sosny himalajskiej.


Pączusie na mahonii,
i na magnolii.
I jeszcze kilka zakątków.


A na moich parapetach wiecznie kwitnące fiołeczki:)

Tak oto wygląda nasz styczniowy ogród. Mamy już z górki więc tęsknię, marzę i pomalutku robię plany na kolejny sezon. Byle do wiosny:)
Wszystkim moim czytelnikom życzę szczęśliwego Nowego Roku!



czwartek, 21 października 2021

Kolorowy październik

 

Witam wszystkich bardzo ciepło.

Jesień jaka jest każdy widzi:) Zimne noce i coraz krótsze dni to nic fajnego ale w ciągu dnia wciąż udaje się złapać odrobinę słoneczka. Wykorzystuję ten czas na ostatnie ogrodowe porządki. Jak dotąd mieliśmy tylko dwie mroźne noce. To wystarczyło żeby ścięło kwiaty i część liści. Liście jednak spadają bardzo wolno więc główne zajęcie to ich grabienie - taka trochę syzyfowa praca. Najbardziej szkoda mi róż bo na krzewach było całe mnóstwo kwiatów i mogły jeszcze cieszyć przez jakiś czas. Nie wszystkie całkiem zmarzły więc je zostawiłam, z daleka wyglądają bardzo ładnie. Jest też wiele pąków ale obawiam się, że już nie zdążą rozkwitnąć. Żal też trzmieliny oskrzydlonej, której czerwone listki spadły praktycznie w ciągu jednej nocy. Teraz gołe gałązki zdobią jedynie pomarańczowe owocki. Inne krzewy, bardziej odporne przebarwiają się cudnie rekompensując nieco brak kwiatów. Mamy tu prawdziwy festiwal kolorów - od złota do głębokiej czerwieni. Długo pewnie to nie potrwa więc cieszę się każdą chwilką.

Zapraszam Was na spacer po jesiennych zakątkach naszego ogrodu, tym razem bez komentarzy:)




































I mała anomalia - na prawie gołych gałązkach pigwowca pojawiły się kwiaty:)
Dziękuję za każde miłe odwiedziny i jesiennie pozdrawiam!