Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu

sobota, 24 lipca 2021

W środku lata

 

Witam wszystkich serdecznie i ciepło.

Jak ten czas leci:) Miałam małą, wakacyjną przerwę a teraz nadrabiam ogrodowe zaległości. W niecałe dwa tygodnie ogród zamienił się w istny busz, nie wiem w co ręce włożyć. Wiele gorących dni i mnóstwo wody to idealne warunki do bujnego wzrostu roślin. Kilka kwitnień przegapiłam, pozostało tylko sprzątanie. Nie narzekam bo lubię pracę w ogrodzie, męczą mnie tylko upały. Szukam wtedy miejsc zacienionych - na szczęście i takie mam w ogrodzie. Macie ochotę na mały spacerek? Zapraszam! Zaczniemy od widoku z tarasu. Spójrzmy w lewo:

W prawo:
Na wprost:
To moje ulubione widoki:) Każdego ranka siadam na tarasie z dużą szklanką zielonego smothie i ładuję akumulatory na cały dzień. Robię też plany, które potem i tak się zmieniają:)
Zanudzam Was swoimi różami już kolejny raz ale czyż taki widok może się znudzić?
Rabata po lewej stronie zrobiła się bardzo gęsta, różyczki kwitną tak już co najmniej od miesiąca. 
Widok od strony ogrodu.
Czasem żałuję, że to tylko czerwień ale na tle zieleni wygląda wspaniale. 
W środeczku rośnie co prawda jedna żółta ale chwilowo jej kwiaty przekwitły. Tak to wyglądało tydzień temu.
Teraz są już nowe pąki więc i nowe kwiaty wkrótce będą:)
Na rabacie po lewej stronie krzewy są młodsze o dwa lata i dopiero się rozrastają. Sadzonki zrobiłam sama.
Rosną szybko i wypuszczają bardzo długie pędy boczne. Niektóre "wrosły" w paprocie rosnące obok w gazonach co wygląda uroczo.
W głębi altanka - zarośnięta tak gęsto, że wewnątrz można znaleźć przyjemny chłodek nawet w największe upały.
Jeszcze tydzień temu kwitła tu róża pnąca.
Pięknie zakwitła i przeżyła nawet dwie ostre nawałnice. Ciężkie od mokrych kwiatów grona poprzewieszały się na pergoli ale wyłamało tylko dwa pędy.

Dziś to już tylko wspomnienie ale za to kwitną miliny:)))

Kwitnie też lawenda, kwitnie i oczywiście pachnie!
Dokupiliśmy wiosną kilka dodatkowych sadzonek lawendy bylinowej. Przy okazji wypatrzyłam lawendę francuską i nie mogłam się oprzeć jej urokowi. Jest znacznie mniej odporna więc rośnie w donicy na tarasie a na zimę pójdzie do szklarni.
A poniżej mój piękny berberys na którym rozgościł się powój. Jakoś nie mogę się zmusić, żeby wczołgać się pod ten kłujący krzew i usunąć nieproszonego gościa:)
Kwitną juki - ogromne, dostojne i bardzo piękne.

Kwitnie też "Błękitny anioł" na pergoli.

Jest też kilka lilii - tak na pocieszenie bo nie bardzo lubią naszą ziemię.

I bordowy liliowiec, taka miła odmiana od żółtych których mam najwięcej. 
Muszę też wspomnieć o floksach bo ich zapach zawsze kojarzy się z latem. Najefektowniej wyglądają te czerwone.

Zakwitły też białe a na fioletowe trzeba jeszcze poczekać.
No i obowiązkowo hortensje:) Różowa anabelka w tym roku bardzo "oberwała" w czasie ostatniej burzy. Próbowałam ją jakoś uratować zbierając ogromne kwiatostany z ziemi ale część niestety połamało.

Biała anabelka nad wgłębnikiem ma się o wiele lepiej bo otaczają ją gęsto wyższe rośliny.

Ma gigantyczne kwiatostany:)
Limonka kwitnie nieco później ale pięknie się rozrosła i zawiązała mnóstwo kwiatostanów.
Dojrzewają owoce pigwowców, w tym roku jest ich wyjątkowo dużo.
Zebrina jest już potężną kępą.
Niedawno pisałam o dwóch największych w naszym ogrodzie bukszpanach, które zdecydowałam się wyciąć - zniszczyła je ćma bukszpanowa. Rosły na rabacie z cyprysikiem groszkowym. Wycięłam je prawie przy ziemi żeby usunąć wszystkie uszkodzone gałązki. Żywotność tych roślin jest zadziwiająca - odrastają szybko i są zdrowiutkie.
W tym sezonie nie wykryłam śladów ćmy na bukszpanach. To oczywiście nie znaczy, że problem nie wróci ale pierwszą bitwę wygraliśmy z niewielkimi stratami.
Poniżej szybko rozrastająca się sosna himalajska.
O jej formowaniu pisałam wielokrotnie. Dzielnie to zniosła i wspaniale się zagęściła. Przymierzam się do kolejnego cięcia:)
Rozplenice japońskie są pięknymi, ogromnymi kępami.
I wracamy w stronę domu:) Trzmielinowe obwódki świeżo po drugim już w tym sezonie cięciu.
Zgodnie z obietnicą jeszcze rzut okiem do szklarni. Jak już wspominałam testujemy w tym roku pomidory szklarniowe Saint Pierre. Jestem zadowolona z tej odmiany. Krzewy sięgnęły już dachu szklarni. Piętra z owocami są dość gęsto, grona mają bardzo bogate.

Owoce są średniej wielkości i ładny, nie wylewający się miąższ. Są smaczne. To oczywiście kwestia indywidualnych preferencji ale nam bardzo smakują. Uwielbiam pomidory więc jestem w swoim żywiole:))) Posadziłam też dla odmiany kilka żółtych pomidorków. Nie znam niestety nazwy tej odmiany, kupiliśmy sadzonki na targu jako żółte szklarniowe. Odmiana jest bardzo plenna, owoce drobniejsze, słodsze i delikatniejsze od czerwonych. Ciekawostka - skórkę z dojrzałego pomidorka można zdjąć jak po sparzeniu wrzątkiem. 
Oprócz tych odmian obowiązkowo muszą być też pomidorki koktajlowe. Co roku wsadzam kilka sadzonek w szklarni, tuż przy ścieżce a reszta jest w donicach za szklarnią. Prowadzenie koktajlówek w szklarni na sznurkach jest nieco skomplikowana ale warto. W tym roku mamy dwie odmiany. Pierwsza to moja ulubiona "Malinowy kapturek".
Pomidorki mają nieco owalny kształt, malinowy kolor i smakują nieziemsko.
Druga odmiana to "Koralik". Niezwykle plenna odmiana o drobniutkich, kulistych owockach - też pyszna.
O zdjęciach pomyślałam tuż po zebraniu dojrzałych owoców:)))
To wszystko na dziś. Dziękuję za odwiedziny i wspólnie spędzony czas.
Życzę wszystkim pięknej, słonecznej niedzieli:)


wtorek, 29 czerwca 2021

Pożegnanie piwonii, powitanie róż


Witajcie kochani!
Już po piwoniach:) Generalnie nie kwitną zbyt długo ale w tym roku, pod wpływem wyjątkowo wysokich temperatur ich kwiaty cieszyły nas jeszcze krócej. Kocham piwonie i ich zapach. W naszym ogrodzie czują się dobrze więc mamy ich sporo. Najwięcej krzewów tworzy długi szpaler ale i w głębi ogrodu jest kilka krzewów wolno rosnących a na "ślimaku" królują piwonie chińskie. Te ostatnie nie są tak odporne i nie krzewią się tak mocno jak te w szpalerze. Spodobały mi się bo są inne. Mają pełne,  półpełne lub pojedyncze kwiaty a ich środeczek jest zazwyczaj w kontrastowym kolorze. No i również pięknie pachną. Nie będę się dziś rozpisywać bo o piwoniach pisałam już wiele razy. Po prostu pooglądajmy jeszcze raz bo następne będą dopiero za rok:)
















Miło powspominać ale na pocieszenie mam róże! Sama nie mogę w to uwierzyć. Walczyłam o róże praktycznie od założenia ogrodu. Trudno zliczyć ile różanych krzewów straciliśmy - no nie chciały rosnąć na naszej piaszczystej ziemi. Uchowały się tylko dwa - duży, różany krzew o fontannowych pokroju. Ma duże, żółte kwiaty które bajecznie pachną. Teraz też zachwyca:)


Druga róża, która jest z nami praktycznie od początku to czerwona róża pnąca przy altance. Co roku kwitnie bardzo obficie ale niestety nie powtarza kwitnienia. Pojawiły się już pierwsze kwiaty.

Odpuściłam sobie róże wielkokwiatowe, nie można walczyć z wiatrakami. Przyszło mi jednak do głowy, żeby spróbować z różami rabatowymi. Skoro rosną na rondach i rabatach wzdłuż ruchliwych ulic to znaczy, że muszą być znacznie odporniejsze. I to był strzał w dziesiątkę! Rosną u nas już kilka lat i kwitną aż do jesieni. W tym roku znów dokupiliśmy kilka odmian:) U nas wszystko kwitnie później ale powoli na różanych rabatach robi się kolorowo i pachnąco! 







Na dziś to wszystko. Pozdrawiam Was cieplutko i życzę wszystkim radości z każdego letniego dnia:)