Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu

niedziela, 14 maja 2017

Kwiaty są jak wiersze...

Kwiaty są jak wiersze, to poezja ziemi,
zakochana jestem w niej po same uszy, 
napisane barwą, zawsze w tle zieleni, 
dostarczają zmysłom najpiękniejszych wzruszeń. 

Każda kwietna fraza zapachem odurza, 
roznoszonym wiatrem najsilniej wieczorem,
w lotnych aromatach myśli swe zanurzam,
niezależnie w jaką zakwitają porę. 

Kwiaty są muzyką, więc ucha nadstawiam,
dźwięczą w metaforach dodając im znaczeń,
coraz inną muzę co dzień z nich wyławiam 
i dopóki żyję, nie umiem inaczej

Witam Was dzisiaj kochani fragmentem pięknego wiersza, którego autorem jest Pan Bolesław Zaja (źródło). Skąd taki nastrój? Ranek obudził mnie najpiękniejszym słońcem! Spojrzałam z góry na ogród - na rabatach rozlały się kolorowe rzeki wyraźnie zadowolonych z pogody kwiatów. Listki połyskują w słońcu, taras zasypał biały śnieg opadających z tawuł kwiatów, ptaki urządzają koncert a powietrze pachnie wiosną! Chciałabym taką chwilę zatrzymać na długo...
Moja reakcja jest pewnie zbyt emocjonalna ale długo tęskniłam za takim wiosennym porankiem.
Postanowiłam, że nie będę się już martwić stratami, choć widok zmarzniętych kilka dni temu kwiatów magnolii jest przygnębiający. Z pokorą przyjmę to co los dał bo dał bardzo dużo.
Dał na przykład tysiące, a może raczej dziesiątki tysięcy maleńkich fioletowych floksików, które wylały się jaskrawo na ślimaku:
Azalie japońskie obsypały się kwiatami w jeszcze bardziej jaskrawych kolorach.
Krzewy pigwowców wyglądają urokliwie, ich kwiaty mają śliczny pomarańczowo-czerwony kolor. Mam nadzieję, że i owoców w tym roku będzie dużo, to niezwykłe źródło witamin.
Wszędobylskie fiołeczki rozsiały się po całym ogrodzie.
Na paprociowisku panoszą się teraz konwalie, lada moment pojawi się mnóstwo pachnących dzwoneczków. Właściwie nie wiem skąd się tu wzięły. Rozrastają się ku mojej radości dość szybko i wcale im nie przeszkadza towarzystwo ekspansywnych paproci.
Niektóre wyrastają nawet na kamiennych ścieżkach.
A poniżej jedna z nowszych rabat.
Przeniosłam tu niedawno z różnych zakątków ogrodu kolorowe liliowce i kępy niebieskiej cebulicy. Pomiędzy nimi rosną też łubiny. W zeszłych roku nie było tu zbyt dużo kwiatów ale sądząc po kondycji roślin już zdążyły się zadomowić więc może w tym sezonie będzie o wiele ładniej.
Kosodrzewinka pięknie się rozkrzewia.
Na tawułach pojawia się coraz więcej liści. W zależności od odmiany są one żółte, czerwone lub cytrynowe.
Orliki wyraźnie się niecierpliwią i chyba lada moment będziemy się cieszyć ich pięknymi kwiatami.
Obok orlików spora już kępa maków ogrodowych. W jej środeczku wypatrzyłam pierwsze, kudłate pąki.
Duże pąki ma też piwonia majowa.
Niecierpliwie czekam na bzy. Na razie jednak biały bez jest wciąż zielony a bordowy co prawda już nabrał koloru ale pączusie wciąż ma zwinięte.
A przed domem pięknie rosną funkie, kępki są już dość spore.
Młode iglaczki dzielnie przezimowały co bardzo mnie cieszy bo zrobiłam je sama z gałązek. Ładnie przezimowała też młodziutka rajska jabłonka na środku rabaty. Uzupełnialiśmy tu po zimie korę i jest trochę "łaciato" ale wkrótce to się wyrówna. A w głębi widać mój ulubiony,  prześliczny krzew trzmieliny oskrzydlonej.
Na koniec jeszcze kilka migawek z tulipanami. Feralna, mroźna noc w ubiegłym tygodniu zniszczyła wiele tulipanowych kielichów. Te które były w pąkach próbują jeszcze kwitnąć ale jest ich już niewiele. Rozkwitły przede wszystkim późne czarne odmiany i kilka strzępiastych ale ich płatki i liście niestety są uszkodzone.
Ślicznie dziękuję za wspólnie spędzony czas. Mam nadzieję, że i Wasz weekend był równie piękny a przed nami wiele kolejnych, ciepłych i słonecznych dni.
Serdecznie pozdrawiam.

środa, 3 maja 2017

Majowe nowinki

Witam serdecznie.
Byłam pewna, że maj odmieni aurę i przyniesie nam upragnione ciepło. W końcu to podobno najpiękniejszy miesiąc w roku. Tak się jednak nie stało, majówka się nie udała pod względem pogody. Co prawda od soboty było u nas słonecznie ale wiał też porywisty, bardzo zimny wiatr tak silny, że głowę chciało urwać. Martwię się trochę bo w ogrodzie niewiele mam zrobione. Po zimie wiele roślin wymaga cięcia a i posprzątać trzeba na rabatach. Najgorsze jest to, że chwasty rosną już na potęgę - jakoś im pogoda nie przeszkadza. Wczoraj dzielnie pracowałam choć deszcz kilka razy mnie przeganiał. Dziś nie padało i było jakby cieplej ale podobno kolejne dni też będą mokre. Mam jeszcze wolne do końca tygodnia i resztki nadziei. Każdego ranka wyglądam przez okno na ogród i zastanawiam się co jest najpilniejsze do zrobienia. Z perspektywy piętra ogród wygląda najładniej, nie widać chwastów i nieprzyciętych roślin.
Zieleń jest już soczysta a trzmielinowe obwódki wypuściły mnóstwo nowych, żółciutkich listków i rozświetlają ładnie rabaty. Bielą obsypane są też tawuły przy tarasie. Ich gałązki są cieniutkie więc po długotrwałych deszczach były prawie przyklejone do tarasu. Na szczęście już się podniosły.
Najsmutniej wyglądają teraz azaliowe rabaty. Straszą dwa zmarznięte różaneczniki i najprawdopodobniej będę musiała usunąć cztery krzewy azalii. Pozostałe mają pąki ale nie jestem pewna czy nie są przemarznięte.
Kolorów powoli przybywa ale wciąż brakuje takiego majowego efektu "wow!".
Floksiki na ślimaku kwitną już od tygodnia ale jakoś niemrawo, kwiatków przybywa bardzo powoli.
Niepodzielnie króluje tu w tej chwili berberys. Co roku wzdłuż ślimaka stał gęsty szpaler tulipanów, w tym roku zakwitają pojedynczo.
Ten szary rządek to lawenda bylinowa. Ma już mnóstwo młodych listków więc raczej dobrze przezimowała. A dalej, jak widać na zdjęciu wschodzą piwonie. Rosło tu kiedyś mnóstwo róż ale z roku na rok wypadają kolejne krzewy, zostały mi tylko trzy. Niestety piaszczyste podłoże sprawia, że nie czują się tu dobrze. Stopniowo zastępuję je piwoniami, te radzą sobie znakomicie. W korze, w wielu miejscach zauważyłam pojedyncze, pełne szafirki. Trochę jestem zaskoczona bo nie pamiętam żebym je tu sadziła.
Pigwowce w końcu zdecydowały się zakwitnąć, a już się martwiłam że pąki przemarzły.
Tulipany rosną w wielu zakątkach ogrodu i choć w tym roku jest ich mniej cieszę się każdym kwiatkiem.
Magnolia długo czekała i chyba w końcu się zdecydowała - może czuje nadchodzące zmiany na lepsze? Pąki dopiero pękają ale myślę, że za kilka dni będą już piękne kwiaty.
I na koniec jeszcze rzut okiem na tawuły, wkrótce kwiaty opadną.
Dziękuję za odwiedziny i życzę wszystkim dużo słońca na nadchodzące dni.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Kwiecień plecień

Witam wszystkich serdecznie i ciepło.
Nieprzewidywalny jest w tym roku kwiecień. Niby nic dziwnego gdy w kwietniu pada śnieg ale po kilku wcześniejszych, wręcz letnich dniach jakoś trudno przyjąć powrót zimy.
Przez ostatnie dni spadło mnóstwo wody, trochę gradu i w końcu śniegu. Temperatury też spadły choć dużego mrozu nie było. Najgorszy, jak dla mnie jest porywisty, zimny wiatr. Martwiłam się trochę o rośliny. Wystarczająco dużo strat jest po zimie, nie chciałabym stracić tego co zostało a młodziutkie pączki i listki są na zimno bardzo wrażliwe.
Na szczęście pogoda się powoli zmienia. Od piątku świeci nam słoneczko i choć temperatury jeszcze niezbyt wysokie jest o wiele przyjemniej wyjść z domu. Tylko wiatr nie odpuszcza.
Wczoraj postanowiłam popracować trochę w ogrodzie. Wkrótce maj a ja nie zdążyłam jeszcze dotrzeć na niektóre rabaty. Przy okazji zrobiłam mały obchód po ogrodzie i z radością stwierdziłam, że nowych strat raczej nie ma. Zapraszam Was na mały spacerek.
Tawuły przy tarasie nie zawiodły.
Nie jest to jeszcze kulminacja ich kwitnienia ale z każdym dniem i z każdym promieniem słoneczka przybywa maleńkich, białych kwiatuszków.
Powoli otwierają się kielichy tulipanów. W tym roku nie ma tyle pąków co zwykle. Nie wiem czy to efekt srogiej zimy?
Najwięcej tulipanów mam na sporej rabacie z piwoniami.
Teraz jest tu jeszcze trochę pusto ale wkrótce będzie prawdziwy gąszcz. Od strony ścieżki jest właśnie szpaler tulipanowy. Jak widzicie w tym roku nie wygląda zbyt pięknie. Część liści pokładła się na ziemi, kilka kwiatów połamał wiatr i śnieg. Bywały lata, gdy stał tu gęsty rządek kolorowych kielichów, w tym roku tak pięknie nie będzie.  Za tulipanami jest szpaler piwoni. Konstrukcję z podpórek zrobiliśmy na stałe, wkrótce nie będzie jej już widać. Dalej za piwoniami jest długi szpaler kolorowych irysów.
Pomiędzy irysami wschodzą jeżówki. W tej części ogrodu zawsze coś kwitnie, aż do samej jesieni.
Tuż przy irysach kwitną sobie sasanki.
Znikła mi gdzieś kępka z białymi kwiatami. Szkoda, były śliczne.
Na ślimaku zaczynają rozkwitać malutkie kwiatuszki floksików.
Nie brakuje też szafirków.
Z daleka przyciągają wzrok żółciutkie listki pęcherznicy.
Podglądałam kwiaty pigwowców, o tej porze zazwyczaj już kwitną. Są jeszcze skulone w pąkach, jakby czekały na cieplejsze dni. Trudno ocenić czy nie podmarzły, mam nadzieję że wkrótce rozłożą płatki.
Magnolii też nic nie jest. To późniejsza odmiana i pąki dopiero zaczynają pękać.
Nie zmarzły też bzy. Lada moment będą liliowe, białe są późniejsze.
Troszeczkę uszkodziło liście bergenii ale kwiaty wyglądają ładnie.
I na koniec pierwsze, tegoroczne owocki. Są jeszcze maleńkie i zielone ale są!
To oczywiście jagoda kamczacka. Mam cztery dość spore już krzewy i nadzieję na obfite zbiory.
Dziś mamy tu pogodę w kratkę - raz słońce a raz ciężkie chmury. Wiatr wciąż nie ustępuje. Może rozgoni w końcu chmury i wróci do nas piękna, ciepła wiosna?
Właśnie tego Wam życzę kochani!
Miłej niedzieli.