Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu

wtorek, 2 lutego 2016

O pewnej sośnie

Witajcie kochani!
To było pierwsze drzewo posadzone w naszym ogrodzie. Był rok 2005, ogród świecił pustkami, powoli tworzyliśmy pierwsze rabaty. Oczami wyobraźni widziałam ogromne i dorodne rośliny - krzewy i drzewa sięgające nieba.
Zobaczyliśmy ją w pewnym centrum ogrodniczym i od razu skradła nasze serca.
 Ta czarująca roślina to sosna himalajska. Sadzonka była dość duża, miała około 1m wysokości i była ładnie ukorzeniona. Zachwyciły mnie jej bardzo długie i o dziwo - miękkie igły układające się na kształt parasolek. To była pokusa nie do odrzucenia, sosenka wróciła z nami do domu.
Jak wskazuje nazwa w stanie naturalnym ta odmiana rośnie w Himalajach i osiąga do 50 metrów wysokości. W naszych ogrodach jednak nie powinna przekroczyć 15 m i to w sprzyjających warunkach. Jej tempo wzrostu jest średnie, po 10 latach powinna mieć około 3m. Czemu o tym wspominam? Mając na uwadze podstawowe wiadomości na temat jej uprawy szukałam odpowiedniego stanowiska w ogrodzie. Wybór padł na rabatę w samym centrum ogrodu. Rabata ta jest w kształcie półkoła o średnicy około 5m. Pomyślałam, że nawet jak drzewo mocno się rozrośnie to spokojnie się zmieści w obrębie grządki.
Po przygotowaniu stanowiska odbyło się rodzinne sadzenie pierwszego drzewa.
Niewiele mam zdjęć z tamtego okresu a te które są mają marną jakość ale zawsze to jakaś pamiątka.
Sosenka zajęła jak widzicie niewielką część rabatki i wyglądała bardzo samotnie więc po obu jej stronach posadziliśmy jeszcze niewielkie tuje, sadzonki własne. Ich żółto wybarwiające się igiełki ładnie kontrastowały z lekko szarą zielenią sosny. Przeczytałam też, że ten gatunek sosny wykazuje niepełną mrozoodporność, lubi stanowiska słoneczne ale osłonięte od wiatru. Martwiłam się więc czy nasza sadzonka nie przemarznie na odkrytym stanowisku. Nic takiego jednak się nie stało.
Drzewko pięknie się przyjęło i systematycznie nabierało objętości. Po trzech latach było już wysokie na ponad 2 m. Zdjęcia poniżej zrobiłam w maju 2008 roku.
Nie mogłam się nadziwić, że tak szybko rośnie! Przecież dopiero po 10 latach miało osiągnąć 3 m.
Na końcach gałązek pojawiały się wciąż nowe miotełki a sosenka pęczniała z każdym miesiącem.
Lipiec 2008:
Widok z drugiej strony:
Końcem lata 2008 roku dolne gałęzie sosny zajmowały już całą szerokość rabaty.
Wiosną 2009 roku przyrostów było już o wiele więcej.
Zaczął się też zmieniać pokrój rośliny - coraz wolniej wzrastała do góry a coraz szybciej wszerz, sąsiadujące z nią tuje zaczęły ją doganiać.
Lipiec 2009:
Rok 2010 - tuje zaczęły się przytulać do sosenki - a może odwrotnie?
Przestało mi się to podobać, już wtedy wiedziałam że ten trójkąt nic dobrego nie wróży. Dolne gałęzie sosny były coraz dłuższe, pokładały się po ziemi. Biedne tujki w miejscach "przytulenia" zaczęły brązowieć i tracić igły, w tych samych miejscach gałęzie sosny jakby dziczały. Przyszedł czas na poważne decyzje - trzeba ciąć. Nie bardzo wiedziałam jak się do tego zabrać. Było już jasne, że roślina nadal będzie się rozrastać na boki i nie ma mowy o uformowaniu z niej stożka. Usunąć te piękne tuje? Mowy nie ma! Znalazłam inne rozwiązanie. Pomimo ostrych protestów męża postanowiłam usunąć dolne piętro sosny a całą resztę stopniowo korygować na kształt ogromnej kuli. Ryzykowne przedsięwzięcie ale innego pomysłu nie miałam. Więc stało się...
W pierwszej chwili o mało się nie popłakałam! To jedno, najniższe piętro to było 2/3 rośliny. W dodatku okazało się, że sosenka ma krzywy pień. Założyliśmy naciąg ale niewiele pomógł.
Pozostało tylko zająć się koroną i odpowiednim cięciem spowodować jej zagęszczenie. Staram się ją przycinać tak, żeby wizualnie zminimalizować krzywiznę. Przycinam krócej gałęzie po stronie w którą roślina jest pochylona.
Rok 2011:
Rok 2014:
Teraz kompozycja wygląda już dość dobrze. Korona tworzy zwartą, gęstą kulę. Opuściłam też nieco dolne gałęzie, co skutecznie ukryło część krzywego pnia. Cięcie przeprowadzamy raz w roku. To prawdziwe wyzwanie - wysoka drabina i długie nożyce. Cieszę się jednak, że roślina nie ucierpiała i wyraźnie polubiła swój nowy kształt. No i tuje uratowałam!
Chciałam Wam na koniec pokazać jak sosenka wyglądała w ostatnim sezonie ale znalazłam tylko jedno zdjęcie na którym widać kawałek dolnej części korony.
Może moje skromne doświadczenia pomogą komuś podjąć trudne, ogrodowe decyzje - wszyscy uczymy się na błędach.
Dziękuję za odwiedziny i serdecznie pozdrawiam.

44 komentarze:

  1. Masz rację Ewuniu, że czasem musimy podejmować trudne decyzje. Twoją sosnę uratowałaś dzięki uporowi i miłości do roślin. Teraz wyglada znakomicie. W innym przypadku byłaby to już olbrzymich rozmiarów sosna, z którą nie wiadomo by było co zrobić. Pięknie opowiedziałaś "historię jednego drzewa". Mam mały ogród i z takim dylematem spotykam sie każdego roku. Ciąc czy nie ciąć. Czasem szkkoda, bo naturalnie rosnące rośliny bardziej mi odpowiadają, ale niestety nie wszystkie mogą swobodnie rosnąc na tak małym skrawku ziemi. Pozdrawiam Ewuniu ciepluteńko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkałam kiedyś w pewnym ogrodzie sosnę himalajską znacznie starszą od mojej, nie wyglądała ładnie. Miała około 5m ale jej piętra były bardzo szeroko usytuowane. Gałęzie miała bardzo długie ale było ich niewiele. Wtedy pomyślałam, że moje cięcie było słuszne. Teraz muszę tylko pilnować korony.
      Miłego dnia Haneczko!

      Usuń
  2. Przeczytałam i byłam ciekawa końca tej pięknej i zarazem smutnej historii.To była trudna decyzja z tym cięciem ale opłaciło się:)sosna wygląda pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agatko. Teraz też już jestem zadowolona no i czegoś się nauczyłam. Cieplutko pozdrawiam.

      Usuń
  3. Ewo, już po raz kolejny czytam od deski do deski Twoje porady, tak jakbym miała ogród i mogła skorzystać ze wskazówek :-). Naprawdę, bardzo ciekawie i treściwie opowiadasz o swoich roślinach i ogrodzie, że chyba każdy czyta z uwagą.
    A sosna przepiękna! Przy okazji sfotografuj, proszę, jej pień - chciałabym zobaczyć korę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się pamiętać Aniko i zrobię to przy najbliższej okazji. Przez te wszystkie lata w ogrodzie namnożyło się wiele takich historii, stopniowo staram się je opowiadać. Najtrudniej jest wyszukać odpowiednie zdjęcia w katalogach bo jest ich ogromna ilość.
      Przesyłam uściski.

      Usuń
  4. Kurcze niby mnie ogród nie interesuję , nie uprawiam niczego poza trawą ,a z ciekawością przeczytałam wszystko od dechy do dechy miałam wrażenie że ta sosenka to jakaś żywa istotka , tak fajnie o niej napisałaś.
    Ewuniu piękny jest ten Twój ogród I myślę ze sosenka będzie pięknie rosła skoro tak o nią dbasz.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda roślinka w jakimś sensie jest żywą istotką Aniu i tak właśnie je traktuję. Jestem pewna, że gdybyś spróbowała zająć się uprawą roślin to szybko by Ci się to spodobało.
      Miło mi, że zaglądasz do mojego ogrodu! Gorąco pozdrawiam.

      Usuń
  5. Sosna prezentuje się wyśmienicie dzięki Twojej determinacji:) Bardzo wciągający post, niezwykle ciekawie opowiedziałaś historię sosny i te zdjęcia dokumentujące opowiedzianą historię.. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi bardzo miło i serdecznie dziękuję za ciepłe słowa.
      Przesyłam pozdrowienia.

      Usuń
  6. Piękna historia. Ja też mam u siebie takie drzewo z historią (jodła koreańska). Swoją drogą dziwny pokrój miała ta Twoja sosna, spotkałam kilka himalajskich, ale zawsze to były duże i wysokie drzewa, a ta wyglądała trochę jak kosodrzewina. Bardzo dobrze zrobiło jej takie uformowanie, nie wiem czy odważyłabym się na taki krok. Teraz wygląda naprawdę pięknie, jeszcze z tymi funkiami u nóg :)
    Pozdrawiam Ewuniu cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że gdyby nie cięcie dziś sosna też byłaby ogromnym drzewem. Koreankę też mam, pięknie rośnie i na razie nie zamierzam jej ciąć ale i na nią kiedyś przyjdzie pora.
      Funkie o dziwo świetnie się czują wśród igliwia.
      Pozdrawiam Cię Agatko bardzo ciepło.

      Usuń
    2. Koreanki nie zamierzałam ciąć. Zadbał o to kozioł (sarny), ale to bardzo żywotna bestia i dała sobie radę. Może kiedyś opiszę jej historię.

      Usuń
    3. To dopiero przygoda, chętnie o niej poczytam!

      Usuń
  7. Twój ogród jest cudny o każdej porze roku. Drzewo z historią - wow! Serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Basiu i również serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  8. Nieraz roslina czeka na naszą pomoc,piękna historia i cudowny ogród,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Sikorko i przesyłam serdeczności.

      Usuń
  9. Przepiękna sosna! Uwielbiam je. Szkoda, że u mnie jest tak dużo cienia, bo też chętnie bym ją posadził :) Serdeczności Ewuniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie Andrzejku pięknych drzew nie brakuje za to u mnie wciąż brakuje cienia. Serdeczności!

      Usuń
  10. Ależ pomysłowa i odważna jesteś Ewuniu. Sosna cudnie rośnie, śliczna jest. Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo miałam opory do cięcia ale teraz wiem, że rośliny bardzo to lubią.
      Pozdrawiam Cię Moniczko bardzo ciepło.

      Usuń
  11. Podobają mi się miotełki z igiełek !! Ewuniu, podjęłaś odważną decyzję ale się opłacało ! Sosna po cięciu wygląda wspaniale, wygląda jakby dostała wyjątkowych chęci do życia !!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Elu, zdecydowanie odżyła i bardzo zagęściła koronę. Szkoda tylko, że od początku nie prowadziłam jej na pniu - może nie byłby taki krzywy.
      Gorąco pozdrawiam.

      Usuń
  12. Sosna pięknie się prezentuje. To jest wyłącznie Twoja zasługa.
    W ten ogród wkładasz nie tylko ogrom pracy ale całe swoje serce.
    Oglądając programy ogrodnicze zachęcają do cięć bo to przynosi wspaniałe efekty.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Lusiu. Teraz wiem, że cięcie w ogrodzie to podstawa i nie mam oporów.
      Przesyłam serdeczności!

      Usuń
  13. Ewunia, też by skradła moje serce ta sosenka, ale potem bym płakała razem z Tobą- teraz wydaje się być ok. Pozdrawiam cieplutko :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ok Jadziu choć długo się martwiłam czy jej nie stracę.
      Ja też cieplutko Cię pozdrawiam.

      Usuń
  14. Podziwiam Cię za odwagę! Jestem co prawda zwolennczką cięcia i przycinania, ale to było niesamowite wyzwanie, z którgo wyszłaś zwycięsko. Piękna sosenka wyszła, ale głownie dlatego, że masz wielkie serce do roślin (i pewnie nie tylko do nich...) pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko dlatego, że szkoda mi było tuji przenosić. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło!
      Przesyłam uściski.

      Usuń
  15. Ewuniu, świetnie uformowałaś sosnę. Ale jej przycinanie to nie lada wyzwanie! Niewygodna, ciężka praca.Ale chyba warto się poświęcić, skoro tak pięknie wygląda. Ja też przycinam sosny, miały być karłowe, ale rosły w górę, niezbyt to ładnie wyglądało. Co roku, w czerwcu (już 15 lat) urywam im do połowy przyrosty. Zagęściły się, są niższe i ładniejsze:)
    Pozdrawiam ciepło.
    Juz czuć wiosnę, ptaki inaczej śpiewają... Chyba, że znów będzie zima:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobry pomysł Aniu. Nasze sosny też już bardzo duże i z ciężkim sercem zaczynam je powoli przycinać.
      Czy zima wróci? Myślę że tak, choć wolałabym już wiosnę.
      Przesyłam buziaczki!

      Usuń
  16. Ewa ilekroć patrzę na twój ogród zazdroszczę tej miłości do roślin, ja też kocham roślinki ale gdyby same się pielegnowaly kochałam by je bardziej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to niestety nie działa Zosiu choć ja też nie miałabym nic przeciwko temu, żeby pracy było troszkę mniej. Ale i tak nie mogę się już doczekać wiosny. Przesyłam uściski.

      Usuń
  17. Niesamowite, jak to wszystko szybko rośnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że to czas tak szybko leci.
      Dziękuję Ci za odwiedziny i serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  18. Długie igły to największy urok tej sosny. Wspaniale wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście! I pięknie się rozkładają - jak małe parasolki.
      Pozdrawiam Cię Haniu bardzo ciepło.

      Usuń
  19. Śliczna sosna. Szkoda, że nie mam juz miejsca w ogrodzie. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona rzeczywiście potrzebuje mnóstwo miejsca, sama się o tym przekonałam. Miłego weekendu Weroniko!

      Usuń
  20. Ewo! Pięknie to opisałaś! Widać pełną fascynację ale też i pełną odpowiedzialność za ogród i to, co się w nim znajduje:) Własnie znalazłam się tutaj u Ciebie na drugim blogu, bo sama zaczęłam prowadzić ogród od 1,5 roku, dopiero wszystko nasadzam, robię rabaty, sadzę iglaki, mam 277 tuji dookoła działki (o tak! :) i na pewno będę tu często zaglądać i podglądać jak pięknie u Ciebie ogród rozkwita:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi Sylwio, serdecznie zapraszam.
      Nasz ogród ma już 12 lat ale dobrze pamiętam jak trudne były początki. Chętnie i ja będę zaglądać do Ciebie i obserwować postępy w urządzaniu ogrodu. Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  21. Ta sosenka to moje marzenie od wielu lat, niestety, mam na nią za mały ogród:(
    Piękna historia, słuszna decyzja, chociaż ja chyba przesadziłabym tuje by wyeksponować jej piękno, ale moje decyzje nie zawsze są trafne hehe.
    Pozdrawiam Ewuś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje też nie Aniu, trudno uniknąć błędów. Nie miałam miejsca dla tui więc musiały zostać. Rosły u nas "od gałązki" i mam do nich ogromny sentyment.
      Ja również pozdrawiam Cię bardzo ciepło.

      Usuń