Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu

wtorek, 16 lipca 2019

Lato pachnące lawendą

Witam serdecznie.
Nie wyobrażam sobie ogrodu bez lawendy. Przed południem należy do motyli a wieczorem rozsiewa aromatyczny zapach, który niesie się aż do domu. Ten zapach często zatrzymujemy na długo w różnej formie. Moja lawenda mocno się rozrosła, nie przeszkadza jej susza i piaszczyste podłoże.
Mogę sobie więc podcinać do woli a na rabatce wciąż jest jej sporo.























Ostatni tydzień był bardzo przyjemny. Trochę popadało ale i słońca nie brakowało. Udało mi się solidnie popracować i w końcu rabaty zaczynają wyglądać tak jak lubię. Właściwie to moja praca w ogrodzie polega teraz wyłącznie na cięciu, przycinaniu i regulowaniu. Ręka boli od sekatora ale nie odpuszczam bo znów ma być gorąco. W tym sezonie cięcia jest więcej niż w poprzednich latach bo wiele roślin źle zniosło suszę i bardzo wysokie temperatury. Nie narzekam jednak bo to nic nie zmieni, cieszę się z tego co jest :)
Juki zakwitły obficie jak co roku choć na kwiatach widać podsuszone brzegi płatków.
Powoli rozkwitają floksy. Skromniejsze niż zazwyczaj ale pachną równie uroczo.
Jest też trochę lilii. Nie mam bogatej kolekcji bo nie czują się u nas zbyt komfortowo ale kilka kwitnie.
Gailardie są niezawodne, chyba się rozejrzę za innymi kolorami :)
Powojniki biedniutkie w tym roku, nie zapełniły kratownicy. Mają sporo kwiatów ale drobnych i krótko kwitnących.
Hortensje natomiast wyglądają wspaniale.
Ogrodowe słoneczniczki też sobie nie radzą z suszą. Zazwyczaj kępa była tu ogromna i obsypana gęsto kwiatami. W tym roku jest skromniutka.
Perukowiec powoli traci swoje kudłate peruczki i zaczyna zmieniać kolor liści.
Wysiałam wiosną mnóstwo kwiatów jednorocznych ale przeżyły tylko nieliczne. Większość nawet nie wykiełkowała w wysuszonej ziemi - honor uratowały aksamitki :)
Milinom upały nie zaszkodziły, lada moment zakwitną.
Actinidia zmienia kolor liści.
Podsuszone czosnkowe kule wyglądają bardzo futurystycznie.
Piękna róża przy altance to już przeszłość. Dziś właśnie ją przycięłam bo kwiaty przekwitły. Będzie mi jej bardzo brakowało :)
Na pocieszenie mam jeszcze różaną rabatkę i kilka różyczek wielkokwiatowych.
A przed domem królują kwitnące hosty.
Dziękuję za odwiedziny i wspólny spacer i serdecznie pozdrawiam :)))

wtorek, 9 lipca 2019

MrGreen - trzecie zasilanie warzyw

Witam Was serdecznie.
Dziś zajrzymy do warzywnika i do szklarni i sprawdzimy kondycję warzyw zasilanych nawozami mikrobiologicznymi MrGreen. To już trzecie zasilanie.
Zimny maj i upalny czerwiec sprawiły, że warzywa nie są takie, jakie o tej porze powinny być.
Tym bardziej, że ziemia u nas piaszczysta i długotrwała susza bynajmniej nie sprzyja roślinkom. Warzywnik podlewamy regularnie ale to nie wystarczy. Nadziemne części roślin narażone są na palące działanie promieni słonecznych i przegrywają nierówną walkę. Od kilku dni mamy ochłodzenie i nawet trochę popadało ale nie sądzę żeby to znacząco wpłynęło na kondycję zmęczonych roślin. Mimo wszystko konsekwentnie testuję działanie otrzymanych od producenta nawozów bo jestem już pewna, że preparaty działają znakomicie.
Zaczniemy od grządki z pietruszką, marchewką i buraczkami.
Nie będę tak jak poprzednio porównywać kolejnych etapów bo w tej chwili to nie ma już sensu. Korzystam ze swoich warzyw na bieżąco, w końcu po to są :)
Pietruszka trzyma się nieźle.
To odmiana naciowa więc używam jej prawie do każdego posiłku. Mimo tego rozrasta się ładnie a przyżółconych listków jest niewiele. Niezmiennie zielona masa po zasilanej (lewej) stronie jest większa.
Kondycję buraczków trudno teraz pokazać bo większość botwinki wylądowała na talerzach a na podglądanie tego co się dzieje pod ziemią jeszcze za wcześnie.
Mogę tylko stwierdzić, że przy przerywaniu lewa strona wypadła o wiele korzystniej i kilka małych buraczków nadawało się już do zupy.
Marchew wygląda najsłabiej - niestety.
W czasie upałów pokładała mi się kilkukrotnie i myślałam, że już po niej. Podniosła się jednak i wciąż żyje. W ziemi niestety wiele nie ma więc nie wiem czy będzie z niej jakiś pożytek.
Większa zielona masa cały czas jest po stronie zasilanej.
Spójrzmy teraz na ogórki.
Zasilałam pierwszy rządek przy ścieżce. Tu wyraźnie widać różnicę w szybkości wzrostu. Pędy pięknie się już płożą i owocują podczas gdy pozostałe sadzonki wciąż jeszcze wzrastają pionowo.
Zasilane sadzonki fasolki szparagowej wyglądają tak:
Są zdrowe choć niższe niż w innych latach - to pewnie za sprawą pogody. W górnych warstwach wciąż kwitną a w dolnych jest już co podjadać.
I jeszcze fasolnik chiński, który w końcu ruszył się bardziej intensywnie :)
Jak się dobrze przyjrzycie tyczkom to wyraźnie widać, że po lewej zasilanej stronie pędy wywędrowały co najmniej dwa razy wyżej niż pozostałe.
Pozostała nam jeszcze szklarnia gdzie preparatami MrGreen zasilam część pomidorów. Gęsto zrobiło się już w szklarni i trudno mi było zrobić odpowiednie zdjęcia ale spróbuję jakoś efekty pokazać.
Zasilam połowę lewej strony, tą w głębi. Na całej stronie rosną pomidory odmiany Remiz.
Wszystkie sadzonki dotknęły już dachu i są ogłowione. Mają od 5 do 6 poziomów owocowania.
Zasilane sadzonki rosły znacznie szybciej, ogławiałam je dwa tygodnie wcześniej niż pozostałe. Ich grona są też liczniejsze, średnio 10-12 owoców w gronie.
Grona są silne a owoce zdrowe. Zdrowo wyglądają też liście.
Pomidory powoli dojrzewają, od tygodnia jemy już swoje :)
I to wszystko. Nie mam żadnych wątpliwości, że preparaty MrGreen wspaniale wzmacniają i dokarmiają warzywa. Może nie wszystkie warzywa reagują na ich działanie jednakowo ale różnice widać wszędzie. Najlepszy efekt uzyskałam na pomidorach, ogórkach i fasolniku. Pozostałe warzywa gorzej sobie poradziły w trudnych warunkach ale i tu różnice są zauważalne.
Myślę, że od przyszłego sezonu zrezygnuję z uprawy marchewki i buraczków. Ilość pracy i zużytej do podlewania wody jest niewspółmierna do efektów a nic nie wskazuje na to, że klimat będzie łaskawszy.
Wszystkim zainteresowanym przypominam o kuponie rabatowym na zakup preparatów MrGreen, znajdziecie go w prawej, górnej części bloga a także na moim koncie na FB.
Gorąco pozdrawiam!

czwartek, 4 lipca 2019

Moje lato

Witam serdecznie.
Jestem szczęśliwa, bo w końcu mam takie lato jakie lubię. Temperatury balansują w okolicy 25 kresek i jest dużo słońca. Wyjście z domu nie kojarzy mi się z uderzeniem gorącej fali zapierającej dech w piersiach a wieczory przynoszą przyjemny chłodek. Przebywanie w ogrodzie, wśród moich kochanych roślin jest teraz czystą przyjemnością. W końcu mogę też popracować bo ogród zamienił się w prawdziwy busz. Od kilku dni nie wypuszczam z rąk sekatora :) Żal tylko, że najpiękniejsze kwitnienia już za nami. Teraz ogród znacznie się uspokoił. Ten moment przychodził zazwyczaj w sierpniu ale w tym roku wszystko działo się bardzo szybko i miejscami zauważyłam już jesienne przebarwienia. Mam nadzieję, że to z gorąca i lato nie skończy się przed czasem :)
Tak więc wycinam, przycinam i sprzątam na rabatach. Do wycięcia jest więcej niż zazwyczaj o tej porze roku. Wiele roślin nie poradziło sobie z palącymi promieniami słońca. Poległy głównie kwiaty jednoroczne, których nasiałam sporo. Nie pomogło dwukrotne podlewanie w ciągu dnia. Zastanawiam się jak to będzie dalej. Jeżeli rzeczywiście klimat zmieni się na stałe, a wszystko na to wskazuje, będę musiała dokonać kolejnych zmian w ogrodzie - taka naturalna selekcja.
Jesteście ciekawi co słychać w ogrodzie? Na pierwszy rzut oka króluje zieleń w różnych odcieniach. Większe skupiska kwitnących roślin zawsze rzucają się w oczy ale niestety jest już po kwitnieniu. Teraz trzeba trochę pochodzić w poszukiwaniu kwiatów :)
Już przy altance witają nas wielkie misy obsypane błękitnymi lobeliami.
Nieco dalej rozkwitła pierwsza lilia. Ogólnie rzecz biorąc lilie wyglądają marnie, wyraźnie zmęczone upałami i suszą więc nie wiem ile z nich jeszcze zechce zakwitnąć.
Na czerwonych floksach pojawiły się pierwsze kwiatuszki. Floksy też ucierpiały - kępa nie jest tak okazała jak w ubiegłym roku a dolne listki już przyżółkły.
Za to gailardie rozsiały się pięknie i najwyraźniej lubią wysokie temperatury.
Niespecjalnie prezentują się powojniki. W ubiegłym roku dosadziliśmy tu dwie sadzonki o białych i różowych kwiatach ale wszystkie kwiaty mają blado niebieski kolor. Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje. Poza tym kwiaty są niewielkie i wyraźnie słabe.
Obok biednych powojników różowa Anabelka nabiera kolorów. Nie da się ukryć, że i jej kwiatostany są znacznie mniejsze niż zazwyczaj.
Podobnie jest z białą Anabelką. Ta odmiana rodzi gigantyczne kwiatostany, w tym roku tak duże nie będą.
Na paprociowisku wciąż gęsto ale i na paprociach widać już brązowe przebarwienia.
Wśród paproci rosną od prawej: żółta pęcherznica, dereń biały, czerwona pęcherznica i pigwowiec.
To najstarsza część ogrodu więc i krzewy są już wiekowe a dzięki temu dobrze ukorzenione - świetnie sobie radzą z suszą.
Co jeszcze ciekawego? A no, kwitną juki :)

Właściwie w każdym zakątku widać skutki suszy i wysokich temperatur. Na pozór ogród wygląda dobrze ale po dokładniejszych oględzinach widać jednak różnicę we wzroście i kondycji poszczególnych roślin.
Żegnam się dziś z Wami tym, co mam w tej chwili najpiękniejsze. To różana pergola przy altance. Wciąż jeszcze kwitnie moja piękna róża, ogromne i ciężkie kwiatostany wiszą po obu stronach pergoli. Jeszcze dwa, może trzy dni i będzie trzeba ciąć. Ale póki co cieszę się takim widokiem:
Serdecznie pozdrawiam!