Witajcie kochani.
Upał jaki jest każdy wie, nie będę więc dużo narzekać. Praca w ogrodzie ogranicza się tylko do podlewania, które w efekcie nie specjalnie poprawia sytuację. Rośliny są już wyraźnie zmęczone palącym słońcem, listki poskręcane a kwiaty przekwitają w mgnieniu oka. Fason trzymają w zasadzie tylko iglaki.
Po obiedzie wybrałam się do ogrodu z zamiarem zrobienia zdjęć. Oddychanie przypominało picie wrzątku, słońce parzyło skórę - to wprost nie do wiary! Powinnam zrobić zdjęcia wieczorem ale skoro już wyszłam... Dotarłam do altanki i do kilku rabat tuż za nią, coś tam pstryknęłam i ....uciekłam do domu. Myślałam, że jestem odporna na gorąco, nie raz pracowałam w ogrodzie w czasie upalnych dni. Tym razem jednak pogoda mnie pokonała.
Tak więc zdjęć "poglądowych" dzisiaj nie będzie. Postanowiłam poświęcić ten post dwóm roślinom dobrze znanym i lubianym.
Pierwsza z nich to pelargonia. Zna ją każdy. Jest niezastąpioną ozdobą ogrodu, tarasu czy balkonu. Gości często również w domach ozdabiając parapety. Moje pelargonie rosną w ogromnych misach i donicach. Miały zdobić taras ale życie szybko zweryfikowało ten pomysł. Zbyt słonecznie, zbyt gorąco i zbyt sucho. Ustawiam je więc w półcieniu przy północnej ściance altany.
Kwitną obficie ale w donicach łatwiej utrzymać odpowiednia wilgotność. Sadzonki robię sama z roślin macierzystych. Zgromadziłam kilka różnych kolorów i prawdę mówiąc nie wiem, który podoba mi się najbardziej.
Jest jeszcze jedna zwisająca o drobnych czerwonych kwiatach. Powinna wisieć ale nie bardzo mam gdzie ją powiesić dlatego umieściłam ją w donicy w rogu altanki.
A Wy lubicie pelargonie?
Druga roślina o której chcę dziś wspomnieć to floksy. Ich zapach przywołuje wspomnienia babcinych ogródków. Urocze, niezawodne i bezproblemowe. Pięknie wyglądają w ogrodzie i w wazonie. Wnoszą do domu zapach lata.
Najpierw w naszym ogrodzie pojawiły się białe i jasnoróżowe.
Nico później dosadziłam w kilku miejscach dużo ciemniejszą, fioletową odmianę
A w ubiegłym roku dzięki uprzejmości Madzi (ślicznie dziękuję Madziu!) pojawiła się kępka floksów o ślicznej, amarantowej barwie. Jest jeszcze niewielka ale już obdarowała nas kilkoma kwiatostanami.
Wracając do domu zwróciłam uwagę na pigwowce rosnące na skarpie wzdłuż domu. Po wiosennym kwitnieniu pojawiło się sporo owoców.
Pojawiły się też kolejne kwiaty co jest nieco dziwne.
A pomiędzy pigwowcami rozkwitły zatrwiany - będą nowe bukiety na zimę.
Ostatnie zdjęcie które zrobiłam to kwitnący przed domem pięciornik któremu upały zupełnie nie przeszkadzają.
Jutro kolejny gorący dzień i w dodatku roboczy, łatwo nie będzie.
Życzę Wam miłego tygodnia.
Szukaj na tym blogu
niedziela, 9 sierpnia 2015
sobota, 1 sierpnia 2015
Milin
Witajcie kochani.
Dziś wyjątkowo spacerku nie będzie. Ten post chcę poświęcić jednej uroczej roślinie.
Milin amerykański (Campsis) to przepiękne pnącze pochodzące z Ameryki Północnej. Jest u nas dość popularne. Rozpoczyna wegetację późną wiosną co jest korzystne, gdyż zmniejsza niebezpieczeństwo uszkodzenia młodych pędów przez przymrozki.
Kilka lat temu kupiliśmy dwie sadzonki - czerwoną odmiany Flamenco i żółtą odmiany Flava. Posadziłam je przy altance.
Pierwsze kwiaty pojawiły się po trzech latach. Byłam trochę rozczarowana bo wszystkie czerwone.
Trąbkowate kwiaty o długości około 10 cm są prawdziwą ozdobą. Na końcu długiego, młodego pędu najpierw pojawiają się urocze, pomarańczowe "bąbelki" z których stopniowo wyłaniają się długie trąbki kwiatów.
Kwiaty nie utrzymują się zbyt długo i nie więdną na roślinie tylko opadają. W ich miejsce pojawiają się jednak następne. Kwitnienie trwa nieprzerwanie od lipca do września.
W miejscu z którego opadł kwiat pozostaje zabawny i bardzo długi pręcik.
Roślina ta wytwarza owoce w postaci strąków które z czasem pękają rozsiewając nasiona. Dobrze jest je usuwać bo to przedłuża kwitnienie i zapobiega niekontrolowanemu rozsiewaniu.
Milin rośnie bardzo szybko i konieczne jest systematyczne przycinanie. U nas pokrywa jedną ze ścian altanki i większą część dachu.
Wczoraj, z ogromną radością odkryłam, że pojawiły się żółte kwiaty!!!
Jest ich jeszcze niewiele ale wyglądają prześlicznie pomiędzy czerwonymi trąbkami.
Z ciekawości poczytałam trochę i okazuje się, że żółta odmiana zakwita o dwa do trzech lat później niż czerwona - czyli wszystko w normie!
Podobno nektar z kwiatów milinu to przysmak kolibrów. O tym się nie przekonam ale wokół kwiatów krąży mnóstwo owadów.
Roślina ta ma wiele zalet. Szybko i pięknie zarasta podpory, świetnie toleruje każde cięcie i jest odporna na szkodniki. Są też wady. Podobno wytwarza odrosty korzeniowe - na razie tego jednak nie zaobserwowałam. Przeczytałam też, że wszystkie części milinu są lekko toksyczne a jego sok może wywołać podrażnienie skóry u osób wrażliwych - ja na szczęście wrażliwa na niego nie jestem.
Lubię te swoje miliny i cieszę się, że zamieszkały w moim ogrodzie.
Miłego weekendu kochani!!!
Dziś wyjątkowo spacerku nie będzie. Ten post chcę poświęcić jednej uroczej roślinie.
Milin amerykański (Campsis) to przepiękne pnącze pochodzące z Ameryki Północnej. Jest u nas dość popularne. Rozpoczyna wegetację późną wiosną co jest korzystne, gdyż zmniejsza niebezpieczeństwo uszkodzenia młodych pędów przez przymrozki.
Kilka lat temu kupiliśmy dwie sadzonki - czerwoną odmiany Flamenco i żółtą odmiany Flava. Posadziłam je przy altance.
Pierwsze kwiaty pojawiły się po trzech latach. Byłam trochę rozczarowana bo wszystkie czerwone.
Trąbkowate kwiaty o długości około 10 cm są prawdziwą ozdobą. Na końcu długiego, młodego pędu najpierw pojawiają się urocze, pomarańczowe "bąbelki" z których stopniowo wyłaniają się długie trąbki kwiatów.
Kwiaty nie utrzymują się zbyt długo i nie więdną na roślinie tylko opadają. W ich miejsce pojawiają się jednak następne. Kwitnienie trwa nieprzerwanie od lipca do września.
W miejscu z którego opadł kwiat pozostaje zabawny i bardzo długi pręcik.
Roślina ta wytwarza owoce w postaci strąków które z czasem pękają rozsiewając nasiona. Dobrze jest je usuwać bo to przedłuża kwitnienie i zapobiega niekontrolowanemu rozsiewaniu.
Milin rośnie bardzo szybko i konieczne jest systematyczne przycinanie. U nas pokrywa jedną ze ścian altanki i większą część dachu.
Wczoraj, z ogromną radością odkryłam, że pojawiły się żółte kwiaty!!!
Jest ich jeszcze niewiele ale wyglądają prześlicznie pomiędzy czerwonymi trąbkami.
Z ciekawości poczytałam trochę i okazuje się, że żółta odmiana zakwita o dwa do trzech lat później niż czerwona - czyli wszystko w normie!
Podobno nektar z kwiatów milinu to przysmak kolibrów. O tym się nie przekonam ale wokół kwiatów krąży mnóstwo owadów.
Roślina ta ma wiele zalet. Szybko i pięknie zarasta podpory, świetnie toleruje każde cięcie i jest odporna na szkodniki. Są też wady. Podobno wytwarza odrosty korzeniowe - na razie tego jednak nie zaobserwowałam. Przeczytałam też, że wszystkie części milinu są lekko toksyczne a jego sok może wywołać podrażnienie skóry u osób wrażliwych - ja na szczęście wrażliwa na niego nie jestem.
Lubię te swoje miliny i cieszę się, że zamieszkały w moim ogrodzie.
Miłego weekendu kochani!!!
czwartek, 23 lipca 2015
Przed zachodem słońca
Witam wszystkich serdecznie i ciepło.
Wczoraj tuż przed zachodem słońca wybrałam się na obchód po ogrodzie. Miałam nadzieję, że temperatura już trochę spadła i będę mogła pooddychać świeżym powietrzem po upalnym dniu.
Słoneczko zachodziło za okoliczne drzewa.
Temperatura niestety nie spadła poniżej 30 stopni. Niebo było kompletnie bezchmurne, jedynym "elementem" łamiącym nieskazitelny błękit był cieniutki rożek wschodzącego księżyca.
W promieniach zachodzącego słońca ogród wyglądał uroczo i bardzo spokojnie.
Paprocie przed tarasem wyglądają już trochę jesiennie. Zbyt szybko w tym roku zaczęły brązowieć. To zapewne wina upałów.
Altana bujnie zarosła milinami i kokornakiem. W tym roku niezbyt często z niej korzystamy, w czasie upałów siedzimy sobie przed domem bo tam jest najchłodniej.
Miliny właśnie zaczynają kwitnąć.
W rogu altany hortensja pnąca cieszy ostatnimi kwiatami.
Przed altaną obficie kwitną pelargonie. Przekwitają jednak bardzo szybko, nie nadążam z wycinaniem przekwitłych kwiatostanów.
Pięknie rozrastają się trawy. Rozplenica japońska tworzy już ogromną, zwartą kępę, wkrótce wypuści swoje ozdobne miotełki.
Miskanty próbują "złapać pion". Po ostatniej nawałnicy nieco je poniszczyło.
Za to Zebrina stoi sztywna i ma już około dwóch metrów.
Za Zebriną klomb z cyniami i daliami. Jestem szczerze zdziwiona, że tak bujnie kwitną w tak ekstremalnych warunkach.
Przekwitły już pomarańczowe lilie. W ich miejsce pojawiły się czerwone i żółte.
Przekwitają gailardie zamieniając swoje kolorowe kwiaty na ozdobne pompony.
W każdym zakamarku rozkwita wszędobylski wilczomlecz.
Hortensje wciąż pięknie kwitną.
A tu jedna z najstarszych rabat w ogrodzie, ma kształt łezki. Rosną tu dwa olbrzymie bukszpany a pomiędzy nimi gigantyczny jak na tą odmianę cyprysik groszkowy.
Poniżej moje "trzy siostry" czyli trzy sadzonki zrobione z derenia białego. To taki mały eksperyment - wyprowadziłam z ukorzenionych sadzonek po jednym przewodniku i staram się formować je na kształt drzewka. Na razie z powodzeniem, muszę tylko systematycznie usuwać boczne pędy z przewodnika. Jak się dobrze przyjrzycie drzewko pierwsze po prawej stronie ma pień skręcony z dwóch pędów, myślę że wygląda to bardzo fajnie.
Zaczęłam już wielkie cięcie, praktycznie nie wypuszczam sekatora z ręki. Strzyżenie zaliczyła już trzmielina na pniu i wierzby Hakuro.
Udało mi się też przyciąć wszystkie tawułki i niektóre iglaki.
W tym roku nie zamierzałam wysiewać ozdobnego tytoniu, wysiał się sam i to w takiej ilości że wybrałam chyba pół wiadra sadzonek. Kilka jednak zostawiłam, niech sobie pachnie!
A na koniec pokażę Wam co udało mi się "upolować". Robiłam zdjęcie kwitnącej liatry:
Wtedy go zauważyłam:
Nie znam się na motylach ale z ciekawości wygooglałam sobie co nieco. Prawdopodobnie to kraśnik sześcioplamek. Nie bardzo chciał mi pozować, musiałam się zdrowo nagimnastykować żeby zrobić mu zdjęcie - wyszło nawet nie najgorzej.
Na dzisiaj to już wszystko. Serdecznie Wam dziękuję za wspólnie spędzony czas i życzę przyjemnego, może troszkę mniej gorącego weekendu bo przecież jutro już piątek!
Wczoraj tuż przed zachodem słońca wybrałam się na obchód po ogrodzie. Miałam nadzieję, że temperatura już trochę spadła i będę mogła pooddychać świeżym powietrzem po upalnym dniu.
Słoneczko zachodziło za okoliczne drzewa.
Temperatura niestety nie spadła poniżej 30 stopni. Niebo było kompletnie bezchmurne, jedynym "elementem" łamiącym nieskazitelny błękit był cieniutki rożek wschodzącego księżyca.
W promieniach zachodzącego słońca ogród wyglądał uroczo i bardzo spokojnie.
Paprocie przed tarasem wyglądają już trochę jesiennie. Zbyt szybko w tym roku zaczęły brązowieć. To zapewne wina upałów.
Altana bujnie zarosła milinami i kokornakiem. W tym roku niezbyt często z niej korzystamy, w czasie upałów siedzimy sobie przed domem bo tam jest najchłodniej.
Miliny właśnie zaczynają kwitnąć.
W rogu altany hortensja pnąca cieszy ostatnimi kwiatami.
Przed altaną obficie kwitną pelargonie. Przekwitają jednak bardzo szybko, nie nadążam z wycinaniem przekwitłych kwiatostanów.
Pięknie rozrastają się trawy. Rozplenica japońska tworzy już ogromną, zwartą kępę, wkrótce wypuści swoje ozdobne miotełki.
Miskanty próbują "złapać pion". Po ostatniej nawałnicy nieco je poniszczyło.
Za to Zebrina stoi sztywna i ma już około dwóch metrów.
Za Zebriną klomb z cyniami i daliami. Jestem szczerze zdziwiona, że tak bujnie kwitną w tak ekstremalnych warunkach.
Przekwitły już pomarańczowe lilie. W ich miejsce pojawiły się czerwone i żółte.
Przekwitają gailardie zamieniając swoje kolorowe kwiaty na ozdobne pompony.
W każdym zakamarku rozkwita wszędobylski wilczomlecz.
Hortensje wciąż pięknie kwitną.
Na powojnikowej pergoli kwitnie już tylko Błękitny Anioł.
Trochę dalej dwukolorowa kępa floksów.A tu jedna z najstarszych rabat w ogrodzie, ma kształt łezki. Rosną tu dwa olbrzymie bukszpany a pomiędzy nimi gigantyczny jak na tą odmianę cyprysik groszkowy.
Poniżej moje "trzy siostry" czyli trzy sadzonki zrobione z derenia białego. To taki mały eksperyment - wyprowadziłam z ukorzenionych sadzonek po jednym przewodniku i staram się formować je na kształt drzewka. Na razie z powodzeniem, muszę tylko systematycznie usuwać boczne pędy z przewodnika. Jak się dobrze przyjrzycie drzewko pierwsze po prawej stronie ma pień skręcony z dwóch pędów, myślę że wygląda to bardzo fajnie.
Zaczęłam już wielkie cięcie, praktycznie nie wypuszczam sekatora z ręki. Strzyżenie zaliczyła już trzmielina na pniu i wierzby Hakuro.
Udało mi się też przyciąć wszystkie tawułki i niektóre iglaki.
W tym roku nie zamierzałam wysiewać ozdobnego tytoniu, wysiał się sam i to w takiej ilości że wybrałam chyba pół wiadra sadzonek. Kilka jednak zostawiłam, niech sobie pachnie!
A na koniec pokażę Wam co udało mi się "upolować". Robiłam zdjęcie kwitnącej liatry:
Wtedy go zauważyłam:
Nie znam się na motylach ale z ciekawości wygooglałam sobie co nieco. Prawdopodobnie to kraśnik sześcioplamek. Nie bardzo chciał mi pozować, musiałam się zdrowo nagimnastykować żeby zrobić mu zdjęcie - wyszło nawet nie najgorzej.
Na dzisiaj to już wszystko. Serdecznie Wam dziękuję za wspólnie spędzony czas i życzę przyjemnego, może troszkę mniej gorącego weekendu bo przecież jutro już piątek!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































































