Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu

czwartek, 19 kwietnia 2018

Trudno nadążyć!

Witam Was kochani bardzo ciepło.
W poniedziałek padało, prawie cały dzień. No i się zaczęło :) Mam wrażenie, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki świat zmienia się z minuty na minutę. Zieleń stała się soczysta a rabaty szybko się zagęszczają. Wszędzie coś rozkwita a ja nie nadążam z oglądaniem. Czekałam długo i teraz chciałabym nacieszyć oczy. Dylemat - biegać po ogrodzie i zaglądać w zakamarki czy raczej popracować bo nie dotarłam jeszcze do wielu miejsc. Gdyby nie praca zawodowa miałabym znacznie więcej czasu :) Wiem, wiosna się wyszaleje i nastanie względny spokój.
Dziś pracowałam przed domem. Hosty wychodzą z ziemi więc trzeba było trochę korę rozgarnąć i pozasilać kępy. Przy okazji wyrwałam worek chwastów i przycięłam przeoczony krzew pięciornika. I tak popołudnie zleciało. Pomyślałam, że wieczorny spacer (obowiązkowo z aparatem) dobrze mi zrobi. Wyszłam przez taras i tu pierwsza niespodzianka - tawuły szare są już białe :)
Jakoś szybko w tym roku. Jeszcze wczoraj ich gałązki pokrywały małe, białe bąbelki a dziś już tyle kwiecia! Za dwa, może trzy dni będzie widać tylko burzę kwiatów ale i tak wyglądają już pięknie.
Z lewej strony schodów nieco ładniej:
Tawuła z prawej strony schodów coś w zeszłym roku przychorowała. Listki usychały i zaczęłam się poważnie o nią martwić. Przycięłam dość ostro i ....chyba pomogło. Ma sporo pąków ale kwiaty rozwijają się jakby wolniej.
Mam nadzieję, że wróci do formy.
Rzuciłam okiem na skarpę wzdłuż domu gdzie wśród barwinków rosną trzy spore krzewy pigwowca.
Jak ja lubię ten widok!
Przy okazji pstryknęłam fotkę prymulkom na skarpie.
I kolejna niespodzianka - wszędobylskie szafirki w kępce przy altance.
W gazonach startują paprotki.
A teraz pokażę Wam co robiłam w sobotę.
Wykorowałam większą część rabaty za altaną. Zostawiłam szpalerek bukszpanów z przytulonymi do nich hiacyntami.
Jest tu też rządek firletek, trochę tulipanów, kilka czosnkowych kul i kępka floksików. Spod forsycji wykopałam sześć kęp host - wylądowały w donicach w altanie. Forsycje tak się rozrosły, że musiałam już chodzić na czworakach a to nie na moje plecy. Teraz rabata wygląda dość pusto ale wkrótce rozlenica się tu rozpanoszy na dobre. Jak widzicie forsycje nadal kwitną i o dziwo nie zrzucają jeszcze kwiatów choć pojawiły się już liście.
Cieszę się z tej rabaty, odpadnie mi mnóstwo pracy. Na zdjęciach tego nie widać ale jest bardzo duża. Za rządkiem bukszpanów, po prawej stronie forsycji rośnie spory pięciornik, krzew piwonii i tamaryszek.
Po lewej stronie natomiast trzy wiekowe juki, które jak dotąd pięknie kwitły każdego roku.
A za forsycjami leszczyna Contorta.
Udało mi się minąć leszczynę i dotarłam do miejsca w którym nie bardzo wiem co dalej zrobić.
Jest tu kilkunastometrowy szpaler irysów, dalej piwonii i wzdłuż ścieżki tulipanów. Mam dylemat czy powinnam tu też rozsypać korę? Jak myślicie? Za ścieżką jest równie długi szpaler liliowców ale im kora nie przeszkadza.
A tulipany w końcu się zdecydowały i lada moment powinno tu być bardzo kolorowo.
Nie sposób pokazać w jednym poście wszystkich nowinek więc na koniec kilka migawek z różnych miejsc.
Jest i magnolia ale to późniejsza odmiana więc temat na kolejny post. Zapowiada się wspaniale :)
Pozdrowienia dla wszystkich!

piątek, 13 kwietnia 2018

Po prostu forsycje

Witajcie kochani.
Z ogromną radością powitałam dziś pierwszy, wiosenny deszczyk. Już drugi tydzień mamy tu, na południu prawie letnią pogodę. Temperatury w dzień znacznie przekraczają 20 stopni i jest bardzo słonecznie. Do pełni szczęścia brakowało niestety deszczu. Sucha wiosna to nic dobrego. Krokusy szybko przekwitły a tulipany nie mogą się zdecydować na otwarcie pąków.
Dziś tego szczęścia też nie było za wiele, przez niecałe dwie godziny z nieba leciał kapuśniaczek. Podlać nie podlało, raczej zrosiło listki i gałązki ale zawsze to coś :)
Jak się domyślacie i w moim ogrodzie królują teraz forsycje. Pogoda sprzyja więc pąki kwiatowe szybko się otwierają a krzewy wyglądają w słońcu jak obsypane złotem.
Najwcześniej zakwitł krzew przy tarasie.
To forsycja pośrednia Spectabilis. Wyrosła z ukorzenionej gałązki jak większość krzewów w moim ogrodzie i rozkrzewiła się tak bardzo, że postanowiłam ją nieco ujarzmić. Od kilku lat prowadzę ją w formie drzewka. Wymaga to dość częstego cięcia w sezonie, na szczęście forsycjom cięcie nie szkodzi. Z tego samego gatunku forsycji jest dość wysoki żywopłot wzdłuż ścieżki wiodącej do bramy. Od tej strony ogrodu jest znacznie mniej słońca więc i kwitnienie jest nieco spóźnione.
Najbardziej lubię jednak dwa krzewy odmiany Goldzauber.
To odmiana bardziej "szlachetna". Jej kwiaty są większe a kolor żółty ma inny odcień, mniej cytrynowy choć równie intensywny.
Dodatkowo krzewy mają o wiele ładniejszy pokrój i sztywne gałęzie, właściwie nie wymagają cięcia oprócz drobnych korekt. Te krzewy co roku kwitną nieco później niż Spectabilis. Z daleka wyglądają już wspaniale ale z bliska widać, że większość pąków jeszcze nie rozkwitła więc nie jest to pełnia kwitnienia.
Rozmnażałam forsycje z gałązek jednego krzewu zaraz na początku powstania ogrodu. Zachęcona tym, że tak łatwo je ukorzenić i że szybko rosną narobiłam mnóstwo sadzonek i do dziś rosną w różnych zakątkach ogrodu. Szczerze mówiąc nie było to zbyt mądre bo krzewy rozrosły się mocno i zaczęły przeszkadzać innym roślinom. Część z nich musieliśmy usunąć a z resztą radzę sobie odpowiednim cięciem - nadaję krzewom kulisty kształt dopasowując wielkość korony do miejsca w którym rośnie.
Ta kula rośnie na brzegu ślimaka i jest niewielka bo ma około 1 m średnicy. Jak widzicie kwitnie :) Cała tajemnica polega na tym, by ostatnie cięcie nie było zrobione zbyt późno - najpóźniej w sierpniu. Forsycja kwitnie na zeszłorocznych gałązkach, musi mieć czas na zawiązanie pąków.
Podobnie prowadzę krzewy nad "skalniakiem".
No, może nad byłym skalniakiem. Kiedyś ta skarpa żyła, porośnięta była kolorowymi poduchami roślin skalnych. To już niestety przeszłość. Likwidacja skalniaka była bolesna ale konieczna. Od jakiegoś czasu wprowadzam zmiany, które mają na celu ograniczenie ilości prac ogrodowych - po prostu nie daję już rady utrzymać ogrodu w należytej kondycji i szukam nowych rozwiązań. Liczę się też z faktem, że lata lecą, sił ubywa a my mamy tylko cztery ręce do pracy.
Wracając do forsycji - zachęcam do eksperymentowania, to wdzięczne i plastyczne rośliny które dają nam radość po długiej i smutnej zimie.
Na koniec kilka ujęć ogrodu z lotu ptaka czyli tradycyjnie z okna sypialni :)
Życzę Wam kochani wspaniałego weekendu!

piątek, 6 kwietnia 2018

Wiosna zaczyna się krokusami...

Witam serdecznie.
Wiosna zaczyna się krokusami, u mnie właśnie tak. Pierwsze odważne nie miały szczęścia bo zaledwie wychyliły łebki z ziemi spadł śnieg. Ale kolejne podejście się udało :) Od kilku dni mamy prawdziwą, ciepłą wiosnę z dużą ilością słoneczka. W różnych częściach ogrodu pojawiły się kolorowe kielichy krokusów. Jakże pięknie kontrastują z szarymi jeszcze i nie uprzątniętymi po zimie rabatami. I jakże cieszą!
Trochę szkoda, że żyją tak krótko ale zaraz po nich zaczyna się prawdziwe, wiosenne szaleństwo.
Pierwsze ogrodowe prace już na mną i pierwsze spacery też. Jeśli wiosna nie zaskoczy nas mocnymi przymrozkami to kwiecia nie zabraknie. Krzewy obsypane są pąkami a z ziemi wychodzą niecierpliwie czubki bylin i roślin cebulowych. Spacerując wypatrzyłam kilka skromniutkich i subtelnych śnieżyczek.
Pozachwycałam się też kołyszącymi się na wietrze kwiatostanami leszczyny Contorta.
Uśmiechnęłam się do kudłatych listków sasanek.
Po gospodarsku przyjrzałam się tulipanom - ciekawe jak obficie w tym roku zakwitną?
A forsycje? W zeszłym roku zrobiły psikusa i nie zakwitły. W tym roku musi być inaczej :) Pierwsze gałązki zdobią już dom a te w ogrodzie mają całe mnóstwo pąków - musi się udać!
I wróciłam do krokusów - nacieszyć oczy i zapamiętać zanim znikną.
Miłego, wiosennego weekendu kochani!!!