Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu

środa, 17 kwietnia 2019

Wesołych Świąt!

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych wszystkim czytelnikom mojego bloga składam najserdeczniejsze życzenia. Przyjmijcie garść refleksji związanych z tym pełnym zadumy, ale jakże radosnym czasem. Życzę Wam radosnego, wiosennego nastroju. Niech ten wielkanocny czas dostarczy Wam wielu wzruszeń, pozwoli oderwać się od codziennej bieganiny, zasiąść przy świątecznym stole i spędzić piękne chwile w gronie najbliższych.
Radosnego Alleluja!

niedziela, 14 kwietnia 2019

Wiosenna niedziela

Witam Was serdecznie.
Ostatnio pogoda nas nie rozpieszczała. Z tego co wiem, u nas i tak nie było najgorzej. Fakt, że zimno ale bez śniegu, gradu i tym podobnych atrakcji. Za to zdrowo popadało a efekty widać gołym okiem. Przybyło świeżej zieleni, pąków i kwiatów. Dziś temperatura poszła w górę i w końcu zaświeciło słoneczko. Byłoby pięknie gdyby nie porywisty wiatr ale nie ma co kaprysić :) Na dzisiejszą noc zapowiadają spory przymrozek a dalej ma być już coraz lepiej. Trochę się obawiam o rośliny.
Niedzielne popołudnie spędziłam w ogrodzie spacerując i planując sobie kolejne zmiany. Zrobiłam też trochę zdjęć na pamiątkę. Co mnie zaskoczyło? Zdecydowanie pigwowce na skarpie wzdłuż domu - tak obficie jeszcze dotąd nie zakwitły.
Rosną w zacisznym dość miejscu, między domem i garażem i wyraźnie im się tu podoba. Krzew pigwowca w głębi ogrodu jeszcze pąków nie otworzył. Skarpę tą obsadziłam barwinkiem, który niestety nie kwitnie ale za to tworzy piękny, zimozielony dywan. Wzdłuż ścieżki powsadzałam różne kwitnące roślinki. Jeszcze niedawno kwitły tu krokusy, teraz mamy prymulki.
Później będą orliki i firletki.
Przy tarasie też powoli robi się kolorowo. Cytrynowe tawuły mają coraz więcej listków.
Mnóstwo kwiatów zawiązały też tawuły szare, myślę że za kilka dni będą już białe :)
Gałązka, która oparła się na nagrzanych słońcem kamiennych schodach rozkwitła w jednej chwili.
Rozkwitły też kępki szafirków.
Tulipany wciąż czekają w pąkach. Cieszy mnie to bo jest szansa, że w końcu miną nocne przymrozki.
Najwięcej tulipanów rośnie wzdłuż szpaleru piwonii. To jeden z cudów naszego ogrodu, nie wykopywałam ich chyba od 10 lat :)
Piwonie pięknie wychodzą z ziemi a za nimi niecierpliwe irysy. Już niedługo będzie tu prawdziwy busz. Za irysami są jeszcze kępki sasanek. Bordowe już przekwitają ale pojawiły się fioletowe.
Wśród kamieni zakwitają drobne ale jakże urocze skalne roślinki.
Nawet nie wiem jak ta roślinka się nazywa :) Może ktoś mi podpowie?
Prawie zakwitła mahonia, wystroiła się w swoje piękne korale.
Forsycje wciąż kwitną.
Podglądałam też magnolię bo w wielu miejscach tak pięknie już czarują. Moja magnolia kwitnie dość późno, w tym roku również się nie spieszy. Próbuje rozwijać pierwsze, pojedyncze pąki ale większość z nich potrzebuje jeszcze więcej czasu. Może to i dobrze bo przynajmniej nie zmarzną.
Piwonia drzewiasta ma 11 pąków, to rekord dla tego upartego krzewu. Ale czy doczekam kwiatów - to jedna wielka niewiadoma :)
Rozkwitają poduchy floksików. Niewiele mi ich zostało. Jeśli pamiętacie - dawniej rosły wokół ślimaka ale to już historia. Teraz pozostawiłam sobie tylko kilka niewielkich poduch.
Trzmielinkowe obwódki zaczynają w końcu nabierać koloru więc robi się coraz weselej.
Tak więc kochani wiosna jest, brakuje tylko ciepła żeby się nią zacząć cieszyć.
Na koniec chcę Wam jeszcze pokazać pewnego nieproszonego gościa. Pojawił się wczoraj o poranku. Wystarczyła chwila nieuwagi, otwarta brama i...
Zdjęcia słabe bo robione przez okno. Mąż wybiegł zaraz do ogrodu ale pan jelonek nie miał ochoty pozować do zdjęć. Dumnie pomaszerował ścieżką i opuścił ogród. Tyle widzieliśmy. Byłam nawet zdziwiona, że tak inteligentnie się przemieszczał ścieżkami ale dziś w czasie spaceru znalazłam dwie zniszczone rabaty. Bywa:)
Cieplutko pozdrawiam!

niedziela, 7 kwietnia 2019

Żółte jest piękne :)

Witam serdecznie.
Dziś będzie o forsycjach. Piszę o nich co roku o tej porze bo właśnie od nich zaczyna się spektakularna wiosna w naszym ogrodzie. Cieszymy się z każdego wiosennego kwiatuszka ale gdy rozkwitają forsycje w końcu się czuje, że wiosna budzi się tak na poważnie.
U nas widać to bardzo intensywnie bo forsycje rosną w każdym zakątku ogrodu. To zupełny przypadek - wszystko zaczęło się od jednej gałązki. Przywiozłam ją z pewnego pięknego ogrodu zamkowego, oczywiście za zgodą właściciela. Tak powstała pierwsza sadzonka odmiany Spectabilis. Rosła szybko i już przy pierwszym cięciu gałązki trafiły do doniczek. Forsycja ukorzenia się wyjątkowo łatwo i wyjątkowo szybko. Był to okres, gdy mój ogród wydawał się bardzo pusty. Roślinki były niewielkie a na rabatach mnóstwo miejsca. Sadziłam więc bez opamiętania a forsycje wspaniale się rozrastały w każdym miejscu. Nie było to rozsądne ale wtedy cieszyłam się jak dziecko. Z czasem okazało się, że ta odmiana rośnie szybko ale chaotycznie i trudno nad nią zapanować. Jej dość wiotkie pędy przyrastają w trakcie jednego sezonu do 1,5 m. W kolejnym sezonie nowe pędy pojawiają się głównie na tych z poprzedniego roku i rosną kolejne 1,5 m. W ten sposób krzew zamienia się w plątaninę pędów i przybiera gigantyczne rozmiary. Minęło sporo czasu zanim nauczyłam się je odpowiednio ciąć. Łatwiej było się ich pozbyć ale ja uparta jestem i przywiązuję się do  moich roślin :) Nauczyłam się ciąć i znalazłam nawet sposób żeby formować te niesforne, forsycjowe krzewy. To jest możliwe ale wymaga dyscypliny i systematycznego przycinania. Jak to wygląda? Zaraz Wam pokażę.
Tuż przed tarasem rośnie forsycja prowadzona w formie drzewka.
Koronę tego drzewka przycinam przynajmniej trzy razy w sezonie. Pierwszy raz oczywiście po  kwitnieniu, później systematycznie w miarę potrzeb. Ostatnie cięcie robię nie później niż na początku sierpnia. Jeśli przytniemy ją zbyt późno to nie zdąży wypuścić młodych pędów i na wiosnę nam nie zakwitnie. Trzeba też systematycznie usuwać zbędne odrosty u podstawy. Krótko przycinana korona zakwita obficie.
A teraz pokażę Wam inne miejsca w których rosną forsycje tej samej odmiany.
Przed domem, wzdłuż ogrodzenia mam żywopłot z forsycji, który oddziela nas od sąsiadów.
Kolejny żywopłot oddziela nasz podjazd od warzywnika.
Ten rozkwita wolniej bo miejsce jest bezpośrednio narażone na wiatry ale dzięki temu w warzywniku jest o wiele zaciszniej.
Kolejny żywopłot rośnie wzdłuż starej drogi wjazdowej na posesję. Nie używamy jej zbyt często ale czasem się przydaje :)
Po dwóch stronach ścieżki biegnącej w stronę altany rosną dwie forsycje w formie kul. Były kiedyś dużymi krzewami ale gdy zrobiło się ciasno postanowiłam je formować na kule o średnicy około 1 metra.
To oczywiście jeszcze nie koniec. W głębi ogrodu nad skarpą rośnie ich więcej :)
Kiedyś był tu piękny skalniak ale to już przeszłość. Forsycje jednak zostały. Siedem krzewów, do niedawna przeogromnych - doprowadzały mnie do rozpaczy swoją agresywnością. W końcu jednak udało mi się je ujarzmić i jednocześnie zmniejszyć. Od trzech lat pracuję nad nadaniem im ładnego pokroju ale jeszcze trochę to potrwa.
A teraz pokażę Wam najbrzydszą część naszego ogrodu. Jest to skrajny, dość duży cypel z kompostownikami - i takie miejsce musi być w ogrodzie :) Oddzieliłam go oczywiście ... żywopłotem! Żywopłot jest mieszaniną ligustru z prawej i forsycji z lewej strony wejścia.
W głębi stoją dwa duże kompostowniki a za nimi - zgadnijcie co?
Oczywiście forsycja :))) Zostały mi jakieś sadzonki więc przytknęłam. Nie zdążyłam jej przyciąć w zeszłym roku więc wyraźnie tu widać jak to wygląda. Mimo wszystko dzięki niej ten kąt nie jest taki smętny. Dodatkowo rozpanoszył się tu bluszcz a ja mu na to pozwalam :)
Oprócz kompostowników mamy tu jeszcze sporą, kompostową rabatę na której zazwyczaj rosną cukinie i kabaczki. Wzdłuż ogrodzenia żywopłot z ....forsycji.
No, taki niewielki żywopłocik :) Nie jestem forsycjową maniaczką, to tylko efekt robienia zbyt dużej ilości sadzonek - takie nieszkodliwe uzależnienie.
A te dwie iglaste siostrzyczki na kompostowej rabacie to efekt miękkiego serducha. Ktoś, kiedyś wyrzucił z balkonu dwie półmetrowe sadzonki a sąsiad przytaszczył do nas bo - jak stwierdził - u mnie wszystko dobrze rośnie. Bidulki były w tragicznym stanie, przesuszone do granic możliwości i kompletnie nie rokujące. Napoiłam, nakarmiłam i wsadziłam w tym brzydkim zakątku. A teraz dziękują najpiękniej jak potrafią :)
Wróćmy jednak do forsycji. Jakby było mi mało wiosną 2010 roku kupiłam kolejne dwie sadzonki forsycji, tym razem odmiany bardziej szlachetnej Goldzauber.
To piękne rośliny o regularnym pokroju, sztywnych pędach i znacznie większych kwiatach. Praktycznie nie wymagają cięcia i nie rozrastają się tak szybko.
Może nie uwierzycie ale to już koniec, więcej forsycji nie ma i nie będzie :)
Z dnia na dzień robi się coraz bardziej żółto bo jak się domyślacie, to jeszcze nie jest szczyt ich możliwości. Zdjęcia też różnie wyszły bo dziś, po deszczowej nocy słoneczko walczyło z chmurami. Najważniejsze, że jest ciepło, pięknie i coraz bardziej zielono. Albo żółto?
Miłego tygodnia!

wtorek, 2 kwietnia 2019

Małe, wiosenne radości

Witam Was kochani!
Właśnie wróciłam z ogrodu, pracowałam dziś od rana. W końcu pogoda nieco się poprawiła :) Temperatury są dość przyjazne i mnóstwo słońca ale wciąż wieje zimny, przeszywający wiatr.
Do pracy jest całkiem nieźle ale posiedzieć można tylko w zacisznym, słonecznym miejscu. Moja altanka jeszcze schronienia nie daje więc skupiłam się na pracy. To mój pierwszy sezon na emeryturze więc nic mnie nie goni i mam o wiele więcej czasu niż w poprzednich latach ale....
No właśnie, czas to jedno a możliwości to zupełnie co innego. Bo ile godzin można spędzić w kuckach? W ogrodzie zawsze pracuję z radością ale ciało emerytki skutecznie mi przypomina o konieczności odpoczynku. Mój mąż się śmieje, że w ogrodzie wpadam w trans i idę jak kombajn. Zabawne ale prawdziwe :) To stare nawyki i teraz będę chyba musiała opracować sobie jakiś nowy system pracy. Duży ogród ma duże wymagania. Nie można po prostu wyjść do ogrodu i posprzątać po zimie. Swoje porządki kończę dopiero gdzieś w maju ale wtedy bujają już chwasty i zabawa zaczyna się od początku. Nie żebym narzekała, wszak to mój świadomy wybór i czerpię z przebywania wśród roślin mnóstwo radości. Wiosna to czas, gdy praktycznie przy każdej roślinie trzeba coś zrobić. Najgorsze są dylematy co do kolejności prac. Nie lubię jak młode, delikatne roślinki wyrastają na nieuporządkowych rabatach ale rabat mam zbyt wiele, żeby zdążyć na czas. Wychodząc do ogrodu planuję sobie wstępnie prace ale zazwyczaj plany ulegają zmianie bo po drodze widzę coś, co czekać nie powinno. Trzeba się też zatrzymać przy każdej nowince, nacieszyć oczy i sprawdzić czy wszystko jest w porządku :)))
Dziś też znalazłam kilka niespodzianek. Przede wszystkim pokazały się pierwsze tulipany. Na razie te botaniczne ale na wszystkich kępkach są już pąki.
Ucieszyła mnie też rozkwitająca kępka sasanek. Strasznie lubię te kudłate roślinki.
Wkrótce rozkwitnie pierwszy narcyz.
Wygląda na to, że i w tym roku forsycje obficie zakwitną, Na razie otwierają się pojedyncze kwiaty.
Ładne kwiatostany ma też mahonia.
Hiacynty jakoś się nie spieszą, zakwitł dopiero jeden zagubiony wśród irysów :)
Mnóstwo kwiecia mają jagody kamczackie. Zawsze mam problem ze zrobieniem zdjęcia tym roślinom ale myślę, że drobne kwiatuszki są jednak widoczne.
A poniżej piwonia drzewiasta. W zeszłym roku nie zakwitła. Właściwie to nie wiem czemu ją trzymam tyle lat. Kapryśna jakaś jest i nie chce się rozrastać. Ale jak już jej się zdarzy zakwitnąć to po prostu czaruje :) Może w tym roku się uda?
A co dziś udało mi się zrobić?
Uprzątnęłam rabatę z azaliami,
i rabatę z różami.
Wyglądają jeszcze smętnie ale różyczki już się pobudziły i powoli przybywa listków na gałązkach.
Na tych właśnie różyczkach rabatowych chcę wypróbować preparat MrGreen o którym pisałam w poprzednim poście. Poczekam jeszcze tydzień i jeżeli pogoda się ustabilizuje to zrobię pierwszy oprysk.
Udało mi się też uporządkować szpaler piwonii. Zdecydowałam się je już odkryć bo szybko wychodzą z ziemi i nie chciałabym przy zdejmowaniu ściółki uszkodzić młodych pędów.
Jutro mam w planie sprzątanie z drugiej strony piwonii, tam gdzie widać szpaler irysów. Muszę też zrobić porządek z pozostałymi piwoniami bo w ogrodzie jest ich więcej. Mam nadzieję, że mój kręgosłup nie będzie się buntował, po zimie kondycja zawsze jest kiepska :)))
Pozdrawiam Was wiosennie i bardzo ciepło!