Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu

czwartek, 2 sierpnia 2018

Na urlopie

Witam serdecznie po dłuższej przerwie.
Kończy mi się urlop, niestety. Te ostatnie dni chciałam poświęcić na prace w ogrodzie ale jest tak niemiłosiernie gorąco, że niewiele zrobiłam. Ponad tydzień przed moim urlopem padało, potem wróciło piękne lato. Było wspaniale ale pierwsze oględziny po powrocie nie były zbyt miłe. Spacerując po ogrodzie miałam wrażenie, że nie było mnie tu o wiele dłużej :) Na tui przy tarasie przywitała mnie znajoma jaszczureczka wygrzewająca się w słońcu.
Ślimak i rabata z drobnymi różyczkami na pierwszy rzut oka wyglądają nieźle.
Uregulowana forma ogrodu ma taką zaletę, że zawsze wygląda "porządnie". Wprawne oko gospodyni zawsze dostrzega jednak wszelkie nieprawidłowości. Na pewno wiecie o czym mówię?
W tej części ogrodu pracy jest najmniej, kora skutecznie hamuje wzrost roślin niepożądanych. Wystarczyło więc pozbierać korę rozrzuconą przez ptaki, wyrównać dołek w którym niewątpliwie znowu wylegiwał się kot sąsiadów i poobcinać przekwitnięte kwiaty różyczek. Różyczki rabatowe, o dziwo mają się dobrze.
Świetnie sobie radzą z upałami. Wielkokwiatowe niestety już poległy.
Miliny wciąż kwitną.
Oprócz tego, że kwitną potwornie śmiecą :)
Kokornak maluje już swoje ogromne liście w jesienne wzorki.
Pięciorniki pięknie kwitną, one bardzo lubią słoneczko.
Są też floksy - różnokolorowe i pięknie pachnące.
Powojniki nie wyglądają zbyt dobrze, są wyraźnie przysuszone.
Różowa anabelka traci już kolor.
Biała jeszcze trzyma fason :)
Najpiękniej wygląda jednak limonka.
Wspaniale rozrosły się wokół niej żurawki, w końcu znalazłam dla nich odpowiednie miejsce.
Wilczomlecze są wszędzie i muszę przyznać, że wyglądają fantastycznie.
No i kwitnie ogromny hibiskus - subtelnie i pięknie.
Dokładnie przyjrzałam się bukszpanom. Ponoć pojawiła się ćma bukszpanowa która niszczy całe krzewy. Wiem, że zaraza dotarła już do Krakowa czyli całkiem blisko nas. Larwy tego motyla żywią się wyłącznie liśćmi bukszpanu i bardzo szybko się rozprzestrzeniają. Trochę się martwię bo mamy w ogrodzie kilkadziesiąt krzewów bukszpanowych. Na razie jednak nie znalazłam nic niepokojącego.
Ominęło mnie niestety kwitnienie lilii, to już chyba ostatnia.
Dzisiejszy wieczór nie przyniósł chłodu, wciąż jest duszno a jutro kolejny gorący dzień. Pogoda idealna dla tych co nad wodą :) A ja walczę z urodzajem ale o tym może już następnym razem.
Pozdrawiam Was kochani bardzo ciepło.

niedziela, 8 lipca 2018

Na lenia :)

Witajcie kochani.
Zastanawiacie się o jakiego lenia chodzi? Nie, nie mam jeszcze wakacji i nie obijam się :) Na lenia zrobiłam po prostu zdjęcia czyli z okna sypialni. Czasem lubię sobie tak popstrykać, to jedyne miejsce z którego widać prawie cały ogród a z góry widać nieco inaczej.
Zaczęło się w piątek po południu. Zabrałam się za cięcie bukszpanów w szpalerze bo jakoś w tym sezonie nie miałam na to czasu. Byłam zaledwie przy trzecim krzewie gdy rozpętała się potężna burza. Wyładowania były tak głośne, że uciekłam do domu. Po chwili lunął deszcz.
Wtedy pstryknęłam z okna kilka fotek :)
Pięknie podlało ogród. Sądząc po poziomie deszczówki w zbiornikach spadło mnóstwo wody choć nie padało zbyt długo. Kontynuując sesję z "lotu ptaka" dziś pstryknęłam kilka kolejnych zdjęć - tym razem w porannych promieniach słońca.
Wczorajszy dzień był bardzo pracowity. Jak widać na zdjęciach skończyłam przycinanie bukszpanów.
Udało mi się też krótko przyciąć dereniowe drzewka które rozrosły się ogromnie.
Resztę dnia poświęciłam na usuwanie chwastów :))) No, był jeszcze czas na kawusię pod kwitnącymi milinami.
A na rabacie z liliowcami pojawił się nowy kolorek.
Dziś czas na odpoczynek.
Na koniec, spełniając prośbę Aniki zdjęcia kwitnących rojników.
Niestety Aniko, nie potrafię robić tak pięknych zdjęć jak Ty. Bardzo się starałam pokazać detale, mam nadzieję, że to wystarczy?
Życzę Wam kochani miłego dnia i udanego tygodnia :)

sobota, 30 czerwca 2018

Po deszczu

Witam wszystkich bardzo ciepło.
Tegoroczna wiosna była jak lato a lato ostatnio przypomina raczej jesień :) Zaczęło się niefortunnie ale nawet nie śmiem narzekać bo susza była nie do zniesienia. Po deszczowym tygodniu, wczoraj zrobiło się pięknie, słonecznie i bardzo ciepło. Miałam nosa, bo wzięłam sobie dzień urlopu i ku mojej radości prognozy nie zawiodły. Dziś niestety znów jest pochmurnie, zimno i wietrznie - wielka szkoda. Na rabatach znów jest co robić. Przede wszystkim musiałam przyciąć różę pnącą na pergoli przy altance. Kwiaty niestety nie doczekały końca pory deszczowej. Przyschnięte, posklejane i ciężkie od wody spowodowały, że długie pędy pokładły się na ścieżce. Tak więc moja piękna róża pozostaje już tylko wspomnieniem - do następnego roku. Pokładły mi się też hortensje, pomimo podpór ogromne kwiatostany ciężkie od wody wyłamały kilka gałązek. Trochę się namęczyłam z podwiązywaniem a słoneczko mi pomagało w osuszaniu :) Poza tym żadnych strat nie zauważyłam, rośliny są w dobrej kondycji i wyraźnie zadowolone z obfitego podlewania. Robactwo też nie ruszyło jeszcze do ataku tylko mrówki strasznie się panoszą - tyle mrowisk chyba jeszcze w ogrodzie nie miałam. Zazwyczaj z nimi nie walczę bo przegonione z jednego miejsca zakładają gniazda na innej rabacie ale kilka mrowisk chyba będzie trzeba zlikwidować.
Jeśli macie ochotę to tradycyjnie zapraszam na mały spacer.
Na przekór zachmurzonemu niebu zacznę od małych, ogrodowych słoneczek - zawsze się uśmiecham na ich widok :)
Czyż nie są urocze? Potrafią rozweselić najsmutniejszy zakątek ogrodu.
Niespodziankę sprawiły mi lilie. Miałam ich kiedyś sporo ale z czasem jakoś zanikły. W ubiegłym roku nie było po nich śladu i nagle się obudziły. Nie wiem jeszcze jakie kolory będą, póki co jest pierwsza żółta.
Za lilią oczywiście różowa Anabelka - już podwiązana. Biedulka leżała prawie plackiem :(
Na przyszły sezon koniecznie musi dostać solidną podporę.
Tawuły wciąż kwitną.
Na jednej z tawuł przyłapałam pająka albinosa.
Nie znoszę pająków ale ten wygląda nawet sympatycznie - no, przynajmniej z daleka :)
Kwieciem obsypały się rozchodniki białe.
To urocza odmiana o czerwonych listkach, kwitnąca na biało, przyciąga mnóstwo takich motyli.
Próbowałam znaleźć je internecie ale mi się nie udało. Może ktoś z Was wie cóż to za jegomość?
Na powojnikowej pergoli dominuje Błękitny anioł.
Rojniki wytworzyły już swoje dziwaczne kwiatostany.
Biała Anabelka miała więcej szczęścia bo jej kwiaty znalazły oparcie w paprociach :)
Od tyłu Anabelka przytuliła się do czerwonej pęcherznicy i najwyraźniej odpowiada jej takie towarzystwo.
Tu i ówdzie, na długich nogach stoją futurystyczne czosnkowe kule,
a w wielu zakątkach ogrodu rozkwitają wędrujące wilczomlecze.
W różanym żłobku też wszystko w porządeczku. Różyczki wyglądają zdrowo ale nie chcą jakoś bardziej masowo zakwitnąć :)
Lawenda wciąż kwitnie. Sporo już ścięłam i teraz pięknie się suszy, reszta została dla motyli.
Przy altance dokwita hortensja pnąca,
i rozkwitają miliny.
Najbardziej spektakularnie prezentują się jednak juki, kwiatostany mają około 2 metrów.
Szumią trawy i sumaki też szumią na wietrze :)
Przed domem wciąż trwa festiwal z udziałem funkii.
A w sadzie dojrzewają jabłuszka :)
Miłej niedzieli kochani!